| Obsada: |
Mark Mclachlan, Caitlin Martin, Chris Solari, Julie Mintz
|
|
Osobę Tobe Hoopera kojarzy się przede wszystkim z klasycznymi horrorami "Teksańska masakra piłą mechaniczną" lub "Duch". W "Krokodylu..." obiektem zagrożenia jest siedmiometrowe tytułowe zwierze polujące na grupę nastolatków. A że zachowują się nieprawdopodobnie głupio, więc staną się łatwym celem. Niestety nie ma tu ani odrobiny sensu i logiki, dialogi są prymitywne, aktorzy tylko z nazwy, a sam krokodyl obrzydliwie sztuczny - by nie powiedzieć żałosny. W dobie komputerów chociaż on jeden mógł by prezentować się jak należy, ale zamiast tego przypominam sobie sceny z japońskiej Godzilli gdzie facet w gumowym kostiumie biegał i straszył ludzi. Nic nie buduje w filmie napięcia, a dobiegające co chwila krzyki znerwicowanych nastolatków powodują tylko ból głowy - tym większy im dłużej się ich słucha. Ponieważ nie przepadałem za "Teksańską masakrą..." spod ręki tegoż reżysera więc powiem, że tego się spodziewałem. Nie umie stworzyć porządnego horroru posiłkując się obrzydlistwami i licząc na straszny efekt. I niech nikogo nie zmyli w jego dorobku reżyserskim pozycja znakomitego "Ducha" - to w głównej mierze był projekt Spielberga podpisany tylko innym nazwiskiem. A jeśli chodzi o tematykę to o rok wcześniejszy "Lake Placid" traktujący o tym samym przewyższa o klasę to bagienko - aktorsko, fabularnie i dowcipniej.
|