| Obsada: |
Clive Owen, Ioan Gruffudd, Keira Knightley
|
Pierwsze 10 minut filmu i zdziwienie maksymalne: czy aby na pewno oglądam króla Artura, tego od Okrągłego Stołu? Nie tego się spodziewałem i szczerze mówiąc początkowy zawód zapewne rzutuje na końcowym odbiorze. Powszechnie znana legenda (poparta filmami "Excalibur" czy "Rycerz Króla Artura") wspomina o młodzieńcu wychowanym przez czarownika Merlina, który wyciągając ze skały dotąd nietykalny miecz Excalibur zasiada na tronie. Otaczają go rycerze okrągłego stołu z którymi dzielnie toczy kolejne bitwy. Ten świat pełen magii, przygód, mrocznych wypraw wciągał swoją tajemniczością. Wersja Fuqua nie ma z tamtym mitem nic wspólnego. Młody Arturios za młodu trafił w służbę Rzymowi na 15 lat. Razem z wiernymi kompanami (wyglądający jak francuski żigolak Lancelot) toczy boje w imię Watykanu z barbarzyńskimi Saksonami. Merlin pojawia się na chwilę przypominając raczej tubylca z lasu niż wielkiego maga. Ukochana Artura, Ginewra okazuje się być wojowniczą kobietą pozującą na serialową Xenę lub Czerwoną Sonję. Jedynie ponure zdjęcia Sławomira Idziaka stwarzają atmosferę rodem z skandynawskich opowieści o wikingach. Jak twierdzą twórcy to jest prawdziwa opowieść, a nie to czego przez lata naoglądaliśmy się w kinie i telewizji. Mniejsza o to co twierdzą, całość nie zachwyca choć w miarę czasu pociąga swoją odmiennością.
Wesoła kompania musi wykonać ostatnią misję - uratować pupilka Papieża z ziem owładniętych przez żądnych krwi Saksonów. Clive Owen - odtwórca roli Artura - wygląda jak nadęta kluska sepleniąca niezrozumiałe frazesy. Poza nim nie warto zwracać uwagi na resztę obsady, może z wyjątkiem młodziutkiej Keiry Knightley. Recenzenci niemal zgodnie z widzami (co jest rzadkością) narzekali na dziwaczność tego filmu. Chociaż brak w tej opowieści mistycyzmu, magii legendarnych przygód, to jest w miarę sensowna akcja - do przyjęcia w granicach rozsądku. Mimo wszystko nie tego spodziewałem się po tej legendzie. Widzowie chyba też bo "Król Artur" poniósł spektakularną klapę. Przy budżecie 90 mln dolarów zarobił w Stanach nieco ponad połowę tej sumy. Do reżyserii przymierzał się specjalista od megaprodukcji Michael Bay, ale chyba miał nosa i zawczasu zrezygnował. Kręcony w plenerach Irlandii pochłonął 2000 kostiumów stworzonych na potrzeby filmu, ponadto 300 mieczy i tyle samo toporów. Budowa muru zajęła cztery i pół miesiąca, widoczny na zdjęciach "chłodny" klimat to raczej efekt kunsztu operatorów kamery bo w rzeczywistości w Irlandii panowały niemal rekordowe upały. Ponad 15 minut dodatkowych scen zawarto w wydaniu DVD, którego bariera wiekowa została podwyższona z 13 do 15 lat (względem wersji kinowej) na skutek dość krwawych scen walk.
|