| Obsada: |
Tom Hanks, Irma P. Hall, Ryan Hurst, Marlon Wayans, J.K. Simmons, Ryan Hurst
|
Jest takie miejsce wszechobecne na Ziemi z którego można iść tylko w górę. Dlaczego? Bo niżej już zejść się nie da. Nazywa się dno. Tak samo można scharakteryzować film braci Coenów (po raz pierwszy wymienieni jako obaj reżyserzy), który mimo nieświeżego (wszak to remake filmu z '55) ale lotnego tematu uczynili harakiri. 99 procent całości zajmują dialogi, które przypominają jeden wielki bełkot pseudo kulturalny, renesansowy, inteligentny, literacki... itd. aż do znudzenia. 90 procent z tych konwersacji przypada na Toma Hanksa, który choć stara się jak może być dowcipny, to jednak zaczyna drażnić po jakichś 30 minutach. Z tego zamętu zapomina się o głównym temacie: fabule. Wspomniany w tytule kwintet wynajmuje u pewnej ciemnoskórej starszej wdowy pokój oraz piwnicę w celu praktyk gry muzyki sakralnej. Kobieta choć bardzo stanowcza przystaje na propozycję omamiona wysoką elokwencją szefa "zespołu" profesora G.H. Dorra (Hanks). Prawdziwym motywem tego wynajmu jest skok na pobliski skarbiec w kasynie (skojarzenia z "Ocean's eleven" nie wskazane - nie ten poziom). Przez wykopany tunel kradzież i nie pozostawienie po sobie śladów wydaje się planem doskonałym. Ale jak zawsze coś (ktoś) stanie na przeszkodzie. Nie zdradzając dalszych szczegółów (choć po tytule można się wszystkiego domyślić) powiem tylko, że humor będzie iście Coenowski - czytaj czarny. Ale do śmiechu jest doprawdy niewiele - scena z psem w masce gazowej albo dygresja o Sorbonie (gra słów do wychwycenia tylko po angielsku) to niechlubne wyjątki.
To film nieudany, by nie rzec fatalny. Z początku wciąga nas w swoją zawiłą intrygę, ale co za dużo to za nudno - wspomniane monologi Hanksa wbijają gwóźdź do trumny w momencie kiedy zaczyna się naprawdę coś dziać. Spółka Coenów zabrnęła w ślepą uliczkę z której nie widać wyjścia. Cenieni przez krytykę za "Fargo", "Big Lebowskiego", u mnie wzbudzili szacunek fantastycznym "Hudsucker Proxy" - nikt inny poza nimi nie nakręciłby tego tak wspaniale. Ale tym razem zeszli bardzo nisko, aż się zastanawiam skąd nominacja do Złotej Palmy w Cannes?
|