BOX OFFICE USA

Odwiedza nas

osób online:

Telemaniak

Zobacz

Matrix: Rewolucje
Napisał: telemaniak   

O FILMIE:
Image Tytuł: Matrix Revolutions
Rok: 2003
Kraj: USA
Reżyser: Andy Wachowski, Larry Wachowski
Obsada: Keanu Reeves, Carrie-Anne Moss, Laurence Fishbourne, Hugo Weaving, Jada Pinkett Smith, Monica Bellucci, Lambert Wilson, Harry Lennix, Nathaniel Lees, Mary Alice
Ocena:

RECENZJA:
"Wszystko co ma początek, ma też koniec" - to zdanie wypowiedziane w filmie zamyka klamrą niesamowitą trylogię science fiction. Można tylko żałować, że ostatnia część nie dorównuje choć w połowie jedynce. Jest wiele czynników odpowiedzialnych za ten fakt, wspomnę tylko kilka z nich.

Po pierwsze dialogi. Już u poprzedników zauważyłem wyniosłość, patetyczność, każde zdanie było cedzone z takim wyważeniem jakby bohaterowie udawali Pana Boga i właśnie zdradzali dzień końca świata. Wcześniej to nie raziło gdyż dozowane było w rozsądnej ilości. "Rewolucje" to minuta za minutą wypowiadanych frazesów na cześć braterstwa, odwagi, męstwa, mesjanizmu... i całej reszty za przeproszeniem "śmieci", które bracia Wachowscy powrzucali do tej fantastycznej wieży Babel. Szafowanie symboliką, numerologią, czerpane garściami nawiązania do anime i setek innych kultur osiągneło tutaj apogeum, stając się wręcz śmieszne. Merowing, Serafin, Wyrocznia, Syjon, Architekt, Persefona i wreszcie Deus Ex Machina - brzmi jak nazwy kolejnych modeli samochodów, czy nazywanie wszystkiego wyniosłymi hasłami miało podnieść rangę wydarzeń, filmu? To tak jakbym przedmioty na biurku typu lampka, długopis, monitor nazwał w stylu Światłość, Pisarz, Oko Matrixa. Mówiąc krótko: co za dużo to nie zdrowo.

Po drugie miłość. Rozumiem wątek love story, które zawiązało się w pierwszej części i ładnie poprowadzono w dwójce - miłość silniejsza od śmierci, miłość Ci wszystko wybaczy, kochaj i rób chcesz itd. Ale beznamiętna gadanina między Neo i Trinity, po raz n-ty powtarzane frazesy miłosne nie wywarły na mnie ani grama przekonania w szczerość intencji. Reżyserzy spokojnie mogli tutaj pominąć ten wątek lub ograniczyć do minimum - wszyscy wiedzą ile dla siebie znaczy ta dwójka. W tym wypadku znacznie ciekawiej wypadła "chemia" Morfeusza i Niobe lub Linka i jego ukochanej.

Po trzecie akcja. W tytułowego Matrixa bohaterowie wchodzą bardzo rzadko, być może to co stanowiło o sile dwóch poprzednich części przesądziło o porażce ostatniej. Najlepszą scenę widzimy w finale, pojedynek w strugach deszczu Agenta Smitha i Neo nad którym spece od efektów pracowali prawie dwa miesiące. Cała sekwencja obrony Syjonu wydaje się żywcem wyjęta z komiksu, nie zachwyca zwyczjna strzelanina w pędzące mątwy z robotów przypominających mechy. Owa komiksowość nadaje tej sekwencji sztuczności, to jakby walka z innej bajki w stylu "Appleseed" lub "Final Fantasy". Podróżowanie załogi statku w plątaninie kanałów emocji również nie przynosi. Całość wydaje mi się przegadana i niestety przegadana w sposób o jakim wspomniałem we wcześniejszym paragrafie.

Po czwarte fabuła. Odnoszę wrażenie jakby pomysłu zabrakło twórcom na zakończenie trylogii. Całość przebiega mniej więcej w takim porządku: wyciągamy Neo z pustki pomiędzy Matrixem a nami - szykujemy się do obrony Syjonu - Neo szuka sposobu na koniec wojny - obrona Syjonu - Neo wciąż szuka - bronimy się dalej - Neo znajduje - bronimy się panowie i panie, bronimy. Trywialnie to zabrzmiało ale tak to się prezentuje niestety. Był w "Reaktywacji" ciekawy motyw gdy Neo w realnym świecie zatrzymał atak maszyn. Pamiętam moje zdziwienie i konsternację: jak to możliwe? Zaraz potem w oczekiwaniu na "Rewolucje" fani snuli domysły na temat tego wydarzenia. Przyznam szczerze, że byłem gotów przyjąć jedną z wersji która mówiła, że świat realny to.. też Matrix. Wydawało się to ciekawym rozwinięciem wątku, widziałbym to o wiele bardziej przekonującym niż rozwiązanie, które zaproponowali Wachowscy. Ogólnie rzecz biorąc po zakończeniu filmu poczułem pewien niedosyt, a przede wszystkim zawód. Oczekiwania były większe. Niestety sprowadzono mnie na ziemię serwując jeszcze mniej wiarygodne zakończenia poszczególnych wątków.

Po piąte: Matrix Cię wciągnie. Powiesiłem kilka psów na filmie, ale wynika to raczej z rozczarowania niż katastroficznego zwieńczenia trylogii. Bo "Rewolucje" to wciąż Matrix, może nieco w zmienionej formule, ale ogląda się z mniejszą bądź większą przyjemnością. Na koniec kilka pozytywów, które przypadły mi do gustu. Równowaga pomiędzy Neo a Smithem w intrygujący sposób ukazana przy każdym spotkaniu obu panów. Jeden staje się bardziej ludzki, ucieka ze świata maszyn - drugi dla zachowania balansu wtapia się bardziej w Matrixa. Neo jest w systemie nie będąc do niego podłączonym. Na tle tego finałowa scena zyskuje na znaczeniu. Koniec wieńczy dzieło, chciałoby się rzec - jak to powiedział Morfeusz w pierwszej części: ciało nie może żyć bez umysłu. Również zakończenie, choć inne od oczekiwanego, to jednak nie wpada w strumień podobnych happy endów. I nareszcie Agent Smith, za każdym razem gdy pojawia się na ekranie, kradnie show. Metamorfozę jaką przechodzi możnaby porównać do tej, jaką przeszedł Neo na początku. Bo choć Smith to zły chłopiec, obcowanie z nim sprawia nie mniejszą przyjemność niż kolacja z Hannibalem Lecterem.



Bądź pierwszym, komentującym ten artykuł

Napisz Komentarz
Proszę utrzymaj temat komentarza związany z przedmiotem artykułu. Publikowane treści nie mogą być wulgarne, rasistowskie, niezgodne z zasadami ogólno pojętych norm kultury, spamerskie itp. Administrator zastrzega sobie prawo do usunięcia bez powiadomienia komentarzy łamiących te zasady.

Imię:
Komentarz:



Kod: Code

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »

Cytaty Filmowe

Elvis nie umarł, tylko wrócił na swoją planetę.

Faceci w czerni

Ostanie komentarze

Basen
zajebisty filmik:) :p
21/07/08 14:36 więcej...
dodał: Marta

7 krasnoludków - Historia prawdziwa
Ej jak sie włącza te filmy :x ...bo ja nie wiem i nic nie mo...
21/07/08 13:13 więcej...
dodał: KASIA

Losowy Link


Star Wars na wesoło


Halucynacje


Mr. T - Root Beer