| Obsada: |
Meg Ryan, Nicolas Cage, Dennis Franz, Colm Feore
|
Aniołowie są wśród nas, czuwają i opiekują się każdym w potrzebie, delikatnie nawracając na dobrą drogę. Przemieszczają się z prędkością myśli, są niewidzialni (choć na własne życzenie mogą się ujawnić), mieszkają w bibliotece, nie mają uczuć i zbierają się codziennie o brzasku na plaży podziwiając wschód słońca. Jednym z takich stróży jest Seth (Cage), który uczestnicząc w "przejściu" pacjenta na drugą stronę zakochał się w ratującej go lekarce Maggie (Ryan). Od tej chwili nie może przestać o niej myśleć, ukazuje się jej jednak jest jedno "ale". Seth nie czuje tak jak człowiek, więc wspólny związek z jednostronnym odwzajemnianiem uczuć nie może się udać. Podczas odwiedzin w szpitalu anioł zostaje dostrzeżony przez jednego z pacjentów Nathaniela (Franz). Ten zdradza mu sekret: był kiedyś aniołem, ale dla miłości porzucił błogosławiony stan. Wykorzystał wolną wolę, upadając jako anioł a powstając jako zwykły śmiertelnik. Jest i druga strona medalu - nie można wrócić do skrzydlatej profesji, śmierć czeka na Ciebie nieubłaganie. Czy warto tak się poświęcić dla miłości?
Nicholas Cage jako anioł jest stonowany, opanowany, ze stoickim spokojem patrzy na bieg wydarzeń. Odmienny to wizerunek po występach w kinie akcji do którego nas przyzwyczaił, ale przyzwoicie wiarygodny. Meg Ryan też jakaś przygaszona (ale pozytywnie), bez werwy i spontaniczności jaką raczyła nas w swoim sztandarowym gatunku - komedii romantycznej. Taka zmiana charakterów wyszła filmowi na dobre. Pozbawiony natrętnego sentymentalizmu i spłycenia charakterów wypada na niezły melodramat, aż dziwne że hollywoodzki (choć to remake niemieckiego "Nieba nad Berlinem"). Czytanie Hemingwaya, delektowanie się smakiem owoców, dotyk znaczący więcej niż można sobie wyobrazić... takie sceny budują atmosferę, ale nawet kilka dialogów jest pierwszorzędnych (kiedy kolega anioł pyta Setha czy warto było tak się poświęcić ten mu odpowiada: "Wolałbym choć raz poczuć zapach jej włosów, smak jej ust, jeden dotyk jej dłoni, niż żyć wieczność bez tego"). Całości dopełnia nastrojowa muzyka Pauli Cole, U2 i cudowna ballada "Iris". Jest też polski akcent w scenie skoku Setha w tle słychać polską modlitwę. Dwoje zagubionych istot w poszukiwaniu wspólnej drogi, chociaż życiową decyzję podejmuje Seth to ostatnie słowo będzie należało do Maggie. Jeden z moich ulubionych filmów.
|