Bruce Willis, Ben Affleck, Liv Tyler, Steve Buscemi, Billy Bob Thornton, Will Patton, Owen Wilson, Michael Clarke Duncan, Jason Isaacs, William Fichtner
Ocena:
RECENZJA:
Michael Bay zasługuje na przydomek "bum bum", gdyż każdą superprodukcję wyciąga do niebotycznych rozmiarów. Kiedy do spółki wchodzi Jerry Bruckheimer można być pewnym, że budżet posypie się spory, obsada przyciągnie widzów a kasowy sukces niemal murowany (wyjątek "Bad Boys" wspomnianego duetu). Tak było w przypadku "Twierdzy" (1996), "Pearl Harbor" (2001), "Bad Boys 2" (2003) i omawianego "Armageddonu" (1998). W takim wypadku nieczęsto pytanie o logikę zastępuje hasło "świetna rozrywka". Tak było w wypadku Bena Afflecka który spytawszy reżysera "czy nie prościej byłoby wyszkolić astronautów w odwiertach niż nafciarzy na bycie astronautami?" - usłyszał "zamknij się". Podobno sam Bay wiedział o licznych nieścisłościach w fabule (ogień w kosmosie) już podczas kręcenia, ale oponentów zbywał słowami "to ma być rozrywka, nikt na to nie zwróci uwagi". Filmowych malkontentów superprodukcji rzadko przekonuje taki sposób myślenia, aktorskie beztalencie, puste jak wydmuszka efekciarskie fajerwerki. Krytyka wie swoje i zachwyca się Almodovarem, von Trierem a widzowie walą tłumnie do kin na "Armageddon" (ponad 200 mln dolarów w USA, drugie tyle na reszcie globu). Wniosek? Szare komórki potrzebują czasem odpoczynku, aby nie przegrzały się zbytnio.
Do Ziemi zbliża się gigantyczna asteroida, po zderzeniu z planety nie zostanie nawet śladu. Potrzeba ekipę śmiałków aby wykonała odwiert, spuściła ładunek nuklearny i zabrała nogi za pas. Dlaczego tak a nie inaczej? Nie zagłębiajmy się w szczegóły, ważne iż załogę stanowić będą nafciarze pod wodzą Bruce'a Willisa. Aktorska plejada budzi respekt - rzadko gwiazdy pierwszoplanowe można liczyć w dziesiątkach. Na planie m.in. Liv Tyler, której ojciec Steven wykonuje z zespołem Aerosmith nominowaną do Oscara piosenkę "I Don't Want To Miss A Thing". Efekty zapierają dech, również nagrodzone nominacją wraz z dźwiękiem. Cieszą oko dynamicznie zmontowane zdjęcia (średnia długość ujęcia 1,5 sekundy), środowisko treningowe NASA jak najbardziej prawdziwe - ekipie zezwolono nawet na kręcenie przy instalacjach startowych wahadłowców. Kostiumy i sprzęt użyty podczas produkcji wart był bagatela 19 bilionów dolarów. Czysta rozrywka, świetna zabawa, łopoczące na wietrze amerykańskie flagi - oto Hollywood w najczystszej postaci.
Bądź pierwszym, komentującym ten artykuł
Napisz Komentarz
Proszę utrzymaj temat komentarza związany z przedmiotem artykułu. Publikowane treści nie mogą być wulgarne, rasistowskie, niezgodne z zasadami ogólno pojętych norm kultury, spamerskie itp. Administrator zastrzega sobie prawo do usunięcia bez powiadomienia komentarzy łamiących te zasady.