Roman Polański, Jack MacGowran, Alfie Bass, Sharon Tate
Ocena:
RECENZJA:
Nieustraszony pogromca wampirów profesor Abronsius i jego młody asystent Alfred przybywają do pokrytej śniegiem Transylwanii. W starej karczmie uwagę zwraca jedno – dużo czosnku – i już wiadomo o co chodzi. Młodzieńcowi wpada w oko piękna córka właściciela karczmy Sarah, ale niedługo potem uprowadza ją hrabia von Krolch, wampirzy mieszkaniec pobliskiego zamku. W poszukiwaniu kobiety wyrusza nietypowy duet „zabójców”...
Horror komediowy to mało powiedziane. Jest tutaj wszystko co w filmach lat ’60 bawiło i straszyło widownię – upiorne zamczysko, krwiopijcze wampiry, nieustraszeni pogromcy, piękne kobiety, znakomita muzyka Krzysztofa Komedy oraz humor sprawiający, że traktujemy tą opowiastkę z lekkim przymrużeniem oka. Znakomitą wydaje się rola Jacka MacGowrana (Abronsius), który wyglądem przypomina Einsteina, a zachowaniem Chaplina. Zmysłowo i niewinnie prezentuje się Sharon Tate (Sarah), przyszła żona Polańskiego zmarła tragicznie dwa lata później (będącą w ciąży zamordowali członkowie Rodziny Mansona). Jest też młody i niedoświadczony pomocnik Alfred (Polański), który mimo swej nieporadności przeżywa tu wielką miłość (nie tylko na ekranie). Ten film wydaje się być preludium do nakręconego rok później „Dziecka Rosemary”, horroru na serio. W oryginale „Nieustraszeni...” trwał 148 minut, ale brytyjski dystrybutor przyciął go do 107 minut co mocno rozczarowało Polańskiego (był skłonny nawet wyprzeć się filmu). Zmieniono też tytuł na „Taniec wampirów”. Mało tego w USA przycięto go jeszcze do 91 min i dodano dość irytujący podtytuł „Przepraszam, ale pańskie zęby tkwią w mojej szyi”. I jak tu się nie wkurzyć?
KOMENTARZE: (2)
1. Napisał(a) Rascal, dnia 12-07-2008 22:02 Film wymiata uwielbiam tego rodzaju poczucie humoru :D cos na pograniczu Tarantino i Monthy Pythona
2. Napisał(a) may-morning, dnia 24-11-2007 00:32 Kiedy miałam 7 lat i obejrzałam ten film wydawało mi się, że to prawdziwy horror i to co najbardziej wbiło mi się w pamięć to pantofel Alfreda, który (pantofel nie Alfred!) wypada na końcu filmu z sani. Kiedy obejrzałam to mając 13 lat (czyli niedawno) zaśmiewałam się do łez i doszłam do wniosku, że ten film jest warty wysłania go mojej przyjaciółce- kinomaniaczce. Jestem bardzo, bardzo, ciekawa tej pierwotnej i właściwej wersji bez skróceń itp. "Przepraszam, ale pańsie zęby tkwią w mej szyi" faktycznie jest mocno irytujące. Przecież film ma na początku utrzymywać w poczuciu "grozy" (ta ośnieżona Transylwania, wilki...) a ten głupi i (prawdę mówiąc) jednak zabawny tytuł odrazu sugeruje, że oglądając ten film należy się śmiać. No cóż... Ogółem jestem pod wielkim wrażeniem i dodaję ten film do mojej listy najlepszych. Pozdrawiam!
Napisz Komentarz
Proszę utrzymaj temat komentarza związany z przedmiotem artykułu. Publikowane treści nie mogą być wulgarne, rasistowskie, niezgodne z zasadami ogólno pojętych norm kultury, spamerskie itp. Administrator zastrzega sobie prawo do usunięcia bez powiadomienia komentarzy łamiących te zasady.