 |
Tytuł: |
From Dusk Till Dawn 2: Texas Blood Money
|
| Obsada: |
Robert Patrick, Bo Hopkins, Duane Whitaker, Muse Watson, Danny Trejo, Bruce Campbell, Tiffani Thiessen
|
Tytuł ten sam ale zabawy o połowę mniej, a może i wcale. Nie jest to kontynuacja gdyż naszych bohaterów mocno „wcięło” poprzednio, zatem nie miałby kto grać. Postawiono na nową ekipę typków spod ciemnej gwiazdy na czele z Robertem Patrickiem. Celem jest skok na bank w Meksyku a po drodze pojawiają się znajomi krwiopijcy, tym razem pod postacią nietoperzy. Grupa z czasem będzie zdziesiątkowana, ale to wiadomo już na początku. Właściwie wszystko można przewidzieć dlatego pozostaje pytanie: po co dalej oglądać? No właśnie, przypomniałem sobie pod koniec kiedy fabuła brodziła w mule na całego. Ani efekty nie powalają na kolana, scenariusz... zaraz, jaki scenariusz? Aktorsko najlepiej podsumowałby to Max z „Seksmisji” – ale tandeta!
Dostrzegłem jeden rodzynek, mniej więcej w połowie filmu który choć w niewielkim stopniu wynagradza męczarnie oglądania. A mianowicie nieco zabawna parodia (przeróbka?) słynnej sceny pod prysznicem z „Psychozy” Hitchcocka. Z tą różnicą, że zamiast noża wyobraźmy sobie krwiożerczego wampira. Poza tym pusta niczym pustynne krajobrazy opowieść jak to grupka facetów chciała się rozerwać, a to ich rozerwało. Zero szacunku dla świetnego oryginału spod rąk Tarantino i Rodrigueza. Jedyne spoiwo trylogii (tak, niestety jest tego więcej – na szczęście dla kino maniaków oba sequele trafiły prosto na rynek video i dvd) to aktor Danny Trejo, niegdyś bokser i skazaniec który 11 lat życia spędził za kratkami. Pojawia się też wyblakła już gwiazda horrorów klasy B – jak Bruce Campbell tyle, że to raczej na pocieszenie dla fanów kina grozy niż poprawę nastroju.
|