| Obsada: |
Dolph Lundgren, Brandon Lee, Cary-Hiroyuki Tagawa, Tia Carrere
|
„Komandos z samurajskim mieczem” – tak nazwał Dolpha Lundgrena jeden z internautów. Nie trudno nie zgodzić się z tą opinią, bo ze swoją posturą śmiało mógłby grać w sensacyjno-wojennych filmach akcji. Tutaj straszy wyglądem i pięściami, ale umiłowaną bronią jest miecz. Zafascynowany kulturą wschodu musi zmierzyć się z jej złym reprezentantem – yakuzą. Z pomocą przyjdzie mu drugi znawca wschodnich sztuk walki, zwyczajów i języka John Murata (Brandon Lee). Ten duet nie pozostawi po sobie „nie pobitego” wroga brnąc przed siebie bez opamiętania. Oznacza to dobre tempo akcji, czyli dokładnie to czego od takich filmów się oczekuje. Trup ściele się gęsto. Swego czasu w Polsce KRRiTv nałożyła na telewizję Polsat karę pieniężną za zbyt wczesną emisję (można się domyślać dlaczego). Nie zmienia to faktu, że ogląda się go przyjemnie.
Zadbali o to przede wszystkim obaj odtwórcy głównych ról, ale i reżyser Mark L. Lester (mający na koncie taki przebój jak „Commando”). Ciekawie i zabawnie patrzy się na „docieranie” tych dwóch wzajemnych antagonistów – z początku preferują zupełnie odmienne metody pracy, z czasem stają się one coraz bardziej jednolite (czytaj: brutalne). Z ciekawostek należy wspomnieć, że film był niesamowicie ocenzurowany, w szczególności na rynek niemiecki i fiński. Również w Stanach dla celów obniżenia wieku oglądalności wycięto w sumie 13 najdrastyczniejszych sekund. Czego to producent nie zrobi aby zwiększyć zyski.
|