 |
Tytuł: |
Dnevnoy dozor (Day Watch)
|
| Obsada: |
Konstantin Khabensky, Mariya Poroshina, Vladimir Menshov, Galina Tyunina
|
Ekranizacja wybranych nowel z książki Siergieja Lukyanenki "Straż Nocna" to druga w kolejności część filmowej trylogii Timura Bekmambetova. O niebo lepsza od jedynki przedstawia dalsze losy strażników zachowania równowagi między siłami dobra i zła. Akcja dzieje się w dzisiejszej Moskwie, członkowie Straży Dziennej nie są widoczni dla zwykłych śmiertelników poza nielicznymi wyjątkami. Przemieszczają się w dwóch światach balansując na granicy jawy i snu. Główny bohater Anton tym razem zostaje wrobiony w morderstwo i aby oddalić interwencję Inkwizycji szuka rozwiązania zagadki na własną rękę. W tle gra idzie o posiadającą niezwykłą moc kredę, a ponadto dojdą Antonowi problemy z własnym synem należącym do ciemnej strony.
Znakomicie wyważone proporcje gatunków, których można się tu co najmniej pięciu doliczyć: najbardziej dostrzegalny science fiction wpleciony w kino akcji, trzymający w napięciu thriller, odrobina dramaturgii a gdzieś z boku pobrzmiewająca miłość Svietłany do Antona. Muszę przyznać, że już po pierwszej części należało zdjąć czapki z głów przed rosyjskim filmowcem głównie za sprawą efektów dorównujących Hollywoodowi. Teraz Amerykanie powinni patrzeć z zazdrością i uczyć się jak należy umiejętnie korzystać z dobrodziejstw komputerów, by nie przesadzić z bajerami a jednocześnie dać widzom ucztę dla oka. Ale nie same fajerwerki stanowią o wysokiej jakości filmu, wyraźnie służy mu intrygująca, niemal baśniowa historia i jej urzeczywistnienie na ekranie. Początek roku 2006 należał w Rosji do "Straży dziennej", która poprawiła rekord wpływów z kin należący wcześniej do "9 kompanii" (dobitnie widać to zresztą na ekranie gdy Anton wprost przebija z impetem plakat filmowy wojskowej epopei). Z niecierpliwością oczekuję zwieńczenia trylogii, które nadejdzie już za rok.
|