Michael J. Fox, Christopher Lloyd, Lea Thompson, Elisabeth Shue, Thomas F. Wilson, Billy Zane
Ocena:
RECENZJA:
Zabawy z czasem ciąg dalszy. Tym razem w trzech płaszczyznach epokowych i przyznam szczerze trzeba nie lada tęgiej głowy, aby wszystko skleić w logiczną całość. Ale udało się! Nagromadzenie wątków i postaci jest przeogromne. Aby choć trochę to przybliżyć przyjrzyjmy się poniższemu opisowi:
Mamy rok 1955 w którym Marty McFly musi odzyskać od Biffa (tego z przeszłości) almanach sportowy będący powodem zakłócenia kontinuum czasowego. Nie może jednak natknąć się na siebie (figurującego w tych czasach jak pamiętamy z części pierwszej pod pseudonimem Calvin Klein), będącego tam z powodu przemieszczenia w czasie spowodowanego śmiercią doktora. Ciekawie zacznie się gdy obaj McFly'owie z przyszłości zostaną pomyleni przez wściekłego Biffa. Aby odkręcić sytuację trzeba będzie nieźle się skupić, bo pomyłka może kosztować niewyobrażalne konsekwencje w przyszłości, a co za tym idzie i w przeszłości. Intrygujące prawda? Ani na moment nie pozostawia jednak wątpliwości, że ma sens.
Tym razem punktem wyjścia jest podróż w przyszłość. Powód: coś niedobrego ma się przydarzyć synowi Marty'ego - tak przynajmniej twierdzi przybyły stamtąd Emmett Brown. Kiedy cofa DeLoreana aby nabrać rozpędu Marty odpala: "Cofnijmy, bo nie starczy nam drogi". Na to doktorek "Tam dokąd jedziemy drogi nie będą potrzebne". I tak trafiamy do Hill Valley roku 2015, oglądamy znajomy ratusz, restaurację, będziemy świadkami pogoni za deskolotką i oczywiście młody Biff da się wszystkim we znaki (nie wspominając o jego dziadku będącym powodem kolejnej podróży w przeszłość). Znajome motywy zdublowano wzbogacając o nowe elementy, humor nadal jest pierwszorzędny, a Zemeckis bawi się historią kina jak dziecko klockami. Główni bohaterzy występują tu w kilku rolach jednocześnie - prawdziwy chaos, który wygląda na takowy tylko pozornie. Każde najmniejsze wydarzenie ma swoje konsekwencje poczynając od kradzieży almanachu (zmiana rzeczywistości w roku '85), pojedynku z Biffem (nagłówki w gazetach), pudełko zapałek i całe mnóstwo drobiazgów, które można wychwycić po wielokrotnym obejrzeniu filmu. Znajome stały się specyficzne zachowania bohaterów. Dla przykładu McFlyowie mają we krwi zadziorność, gdy ktoś oskarża ich o tchórzostwo ("Nikt nie nazywa mnie tchórzem"). Tannen zwykł dokuczać McFlyom pukaniem w głowę i odzywką "Jest tam kto?". Doktorek natomiast w momentach zachwytu i zdumienia wykrzykuje w nieskończoność "Great Scott", co w wolnym tłumaczeniu znaczy "Wielkie nieba". Aluzje do deskorolki, kraksy z gnojówką, ratuszowego zegara itp. przewijają się nieustannie, ale co ciekawe pojawia się po raz trzeci. O tym już jednak w następnej części...
Bądź pierwszym, komentującym ten artykuł
Napisz Komentarz
Proszę utrzymaj temat komentarza związany z przedmiotem artykułu. Publikowane treści nie mogą być wulgarne, rasistowskie, niezgodne z zasadami ogólno pojętych norm kultury, spamerskie itp. Administrator zastrzega sobie prawo do usunięcia bez powiadomienia komentarzy łamiących te zasady.