| Obsada: |
Marisa Tomei, Alfred Molina, Anjelica Huston, Chazz Palminteri
|
Słodko-gorzka opowieść o kubańskich emigrantach utrzymana w tonie romantycznej komedii. Juan Perez (Molina) zwolniony z więzienia przybywa do Stanów w celu odnalezienia żony z córką, które nie spodziewają się jego wizyty (kilka lat wcześniej kiedy całą rodziną szykowali się do wyjazdu jego nieoczekiwanie aresztowano i tak rozstał się z najbliższymi). Zanim do nich dotrze (co nastąpi z końcem filmu) będzie musiał uporać się z urzędem imigracyjnym. Otrzymanie zielonej karty ułatwi mu spotkana przypadkowo kobieta Dorita Perez (Tomei) - właśnie zbieżność nazwisk skłoni ich do udawania małżeństwa (co znacznie ułatwia sprawę zdobycia azylu). Aby zwiększyć swoje szanse w drodze do "prawnego sponsora" poszukają jeszcze pozostałych Perezów - znajdzie się "tatuś" i synek. Ta pokręcona rodzinka, z której każdemu przyświeca inny życiowy cel, dostarczy nam zabawy i wzruszeń.
Obserwując codzienne życie w obozie dla uchodźców i pobliskim miasteczku nieodparcie powracają wspomnienia z Kuby (sam Juan to przyznaje). Czy to jest ten raj do którego uciekli z ojczyzny? Obraz nędzy, rozpaczy i wszechobecnej pustki narasta z każdą chwilą. Ich życie nie uległo zmianie i jedynym ratunkiem wydaje się wiara, nadzieja, miłość. I rzeczywiście ten wyświechtany slogan spełnia się w każdym z elementów. Aktorstwo jest przyzwoite w każdym calu: gdybym nie wiedział, że Alfred Molina jest Brytyjczykiem uznałbym go za urodzonego Kubańczyka. Marisa Tomei ze swoim ognistym temperamentem ujmuje od razu swoją rolą, Anjelica Huston (jako prawdziwa pani Perez) pozostaje nieco w cieniu, jednak głęboko w sercu musi podjąć najważniejszą decyzję w filmie - wszystko za sprawą czarującego agenta FBI Chazza Palminteri. Na koniec przypomniałem sobie o zabawnym "tatusiu" uwielbiającym przesiadywać na drzewie bez wierzchniego nakrycia. Tak to już indyjska reżyserka Mira Nair połączyła komedię z dramatem.
|