George Clooney, Natasha McElhone, Viola Davis, Jeremy Davies
Ocena:
RECENZJA:
Czy można nakręcić udaną adaptację książki (nie tylko science fiction)? Niewielu reżyserom się ta sztuka udaje, aczkolwiek „Władca Pierścieni” może być przykładem dobrze wykonanej roboty. Niestety Stevenowi Soderberghowi, podobnie jak wcześniej Tarkowskiemu nie udało się dokonać cudu, ale był bliższy szczęścia. Historia Krisa Kelvina który przybywa na stację badawczą zawieszoną nad planetą Solaris, w celu wyjaśnienia dziwnych wydarzeń mających tam miejsce dawała wiele do myślenia po lekturze książki Stanisława Lema. Tutaj rozwinięto głównie wątek miłosny za pomocą którego próbowano naszkicować ogólną istotę problemu, z jakim się spotkał główny bohater. Czy Solaris żyje własnym życiem? Jaki wpływ ma na ludzi? Na ile to co nas otacza jest prawdą, a gdzie zaczyna się iluzja? Do pytań tych dochodzimy powoli, bowiem tempo filmu nie przyspiesza ani na moment. Czasami można by rzec, że oglądamy „orkę na ugorze” - żółwie chodzą szybciej niż akcja tego filmu. Ale reżyser nie dał się uwieść uproszczeniu ryzykując porażką finansową – widownia amerykańska w obrazach science fiction oczekuje głównie na fajerwerki w stylu „Żołnierzy kosmosu”, a co za tym idzie nieskomplikowaną fabułę. Pytania padają a odpowiedzieć musimy sobie na nie sami. Znawcom Lema nie spodobało się mimo to takie uproszczenie, ale uważam że i tak jest to więcej niż można by się spodziewać po amerykańskiej produkcji. A za nią stał James Cameron wprawiony już w kosmicznych opowieściach („Obcy: decydujące starcie”, „Otchłań” – jakby nie było z UFO w roli głównej).
Dekoracje nie przesłoniły sensu historii będąc dla niej dobrym tłem. Długie rozmowy i rozważania Kelvina powinny po jakimś czasie znudzić, jednak wsłuchiwałem się w nie z zainteresowaniem. Być może za sprawą długości filmu który zamyka się w 90 minutach (co jest o godzinę krótsze od wcześniejszej ekranizacji Tarkowskiego). No i ta muzyka autorstwa Cliffa Martineza pobrzmiewała gdzieś w oddali dając nastrój podobny do tego z „Odysei kosmicznej” (aczkolwiek to jak porównanie poloneza do royce royce’a). Budżet filmu 47 mln dolarów nie był wysoki jak na dzieło tego gatunku. Soderbergh stwierdził, że jeżeli widzom film nie przypadnie do gustu w ciągu pierwszych 10 minut, to równie dobrze mogą wyjść z kina. Odpowiedzi na pytanie o czym jest ten film szukałbym w haśle reklamowym: „Jak daleko byś poszedł po drugą szansę?”.
Bądź pierwszym, komentującym ten artykuł
Napisz Komentarz
Proszę utrzymaj temat komentarza związany z przedmiotem artykułu. Publikowane treści nie mogą być wulgarne, rasistowskie, niezgodne z zasadami ogólno pojętych norm kultury, spamerskie itp. Administrator zastrzega sobie prawo do usunięcia bez powiadomienia komentarzy łamiących te zasady.
- Siara?! Ten półdebil! Ta sklonowana owca! To gówno w błyszczącym dresie! On beze mnie nie istnieje!
- Chce pan o tym porozmawiać?
- Bardzo, kurwa jego mać, chętnie!