| Obsada: |
Ben Affleck, Morgan Freeman, James Cromwell, Liev Schreiber
|
Analityk CIA Jack Ryan powraca na filmowe ekrany już po raz czwarty, tym razem w młodym wcieleniu Bena Afflecka (wcześniej Alec Baldwin i Harrison Ford). Głównym tematem jest chęć wywołania międzynarodowego konfliktu przez fanatycznego neonazistę. Wybuch nuklearny na stadionie w Baltimore podczas finału Super Bowl ma rozpocząć reakcję łańcuchową - wojna jądrowa między USA i Rosją wydaje się nieunikniona. Gdzieś w tle rozwikłania zagadki podejmuje się inteligentny analityk CIA, nie wierzący w złe intencje rosyjskiego prezydenta (pisał o nim pracę doktorancką, więc zna go na wylot). Poważnym zarzutem jest brak odpowiedniej dramaturgii budującej napięcie w poprzednich ekranizacjach książek Toma Clancy'ego. Tak naprawdę całość rozkręca się po wielkim bum, ale nie na tyle aby wciągnąć w wir wydarzeń.
Zastanawiające jest jak łatwo można doprowadzić do wojny - wystarczy odrobina kontaktów i głowica jądrowa. Znamienne jest zdanie wypowiedziane przez protegowanego Ryana, Cabota (zupełnie nieobecny Morgan Freeman) "Nie powinniśmy się bać szaleńca, który ma kilka bomb atomowych, ale tego co ma jedną". Problem frapujący, tknięty tylko iluzorycznie. Na koniec całość psuje romantyczny Affleck nijak pasujący na zaradnego, bystrego i oddanego sprawie Jacka Ryana w wykonaniu Forda czy Baldwina. To nie ta liga, co znacząco obniża końcową notę - wszak to wokół tej postaci całość się kręci. Efekty nawet nie zachwycają, więc niewiele asów w rękawie pozostaje "Sumie wszystkich strachów". Wniosek? Młody Ryan to marny Ryan.
|