| Obsada: |
Jon Finch, Barry Foster, Alec McCowen
|
Przedostatni film Hitchcocka nie jest arcydziełem. To raczej przeciętne kino momentami przypominające teatr telewizji (szczególnie z wystroju wnętrz). Policja poszukuje mordercy kobiet, które uduszone są porzucane nagie z krawatem przywiązanym do szyi. Trop prowadzi do niejakiego Richarda Blaney'a, niechlujnego bywalca knajpki, który przez 10 lat był mężem jednej z ofiar. Zdesperowany ucieka przed policją, ale ile można się ukrywać? Tymczasem jego dobry przyjaciel zacznie przejawiać obrzydliwe skłonności, co niewątpliwie zmieni bieg wydarzeń o 180 stopni.
Mało się tu dzieje i brak przede wszystkim hitchcockowskiego napięcia, z którego słynie mistrz suspensu. Pomysł wydaje się interesujący, ale aktorzy zbytnio nie wczuli się w swoje role przez co oglądamy statycznych bohaterów skrępowanych nie tylko krawatami. Szkoda, że Hitchowi zabrakło temperamentu, jednak z pewnością humoru nie stracił ani na moment. Zabawnie prezentuje się wątek z żoną inspektora serwującą mężowi każdorazowo wymyślne potrawy (w wersji mini) oraz błyskotliwe rozwiązanie zagadki morderstw. Smakowicie brzmi ostatnia kwestia filmu w ustach inspektora Oxforda: "Panie Rusk, nie ma pan krawata". Pomimo słabszego dzieła jest kilka ciekawostek z poza planu, o których warto wspomnieć. To pierwszy film Hitchcocka kręcony w Anglii od roku 1950 (i emigracji do Stanów). Również pierwszy raz w jego filmie widzimy scenę nagości z udziałem Barbary Leigh-Hunt i Anny Massey. Postać Roberta Rusk'a proponowano do zagrania Michaelowi Caine'owi, ale ten odmówił (zastąpił go Barry Foster). Jak zwykle w swoich filmach reżyser pojawia się w pierwszych scenach gdzie w tłumie gapiów przygląda się wyławianemu z wody trupowi.
|