Adrien Brody - to dla niego skusiłem się na obejrzenie filmu. Zaciekawiła mnie rola z czasów przed oscarowym Szpilmanem. Postać o zupełnie odmiennej osobowości: bezwzględny, wyrachowany, przebiegły zabójca(?) pogrzebawszy żywcem żonę bogatego wystawcy czeka na zapłacenie okupu. Naprzeciw staje policjantka z problemami (Tierney), której głupota poraża mnie od samego początku. Najpierw niemal pozwala uciec poszukiwanemu bandycie, później dowodząc akcją przekazania okupu wykazuje się wyjątkowym brakiem przygotowania. Porywacz ucieka, a pościg za nim wieńczy sukcesem dopiero kolega po fachu.
Udawanie napięcia z minuty na minutę staje się beznadziejne, a aktorzy niestety na czele z Brodym godni pożałowania. Każdy napina się ponad miarę jakby grał super gliniarza w thrillerze na miarę "Siedem", ale to raczej poziom "Jeden". Niby policjanci wyglądają na aktorów prowincjonalnych - strasznie irytujący film, choć na koniec zobaczymy trupa w trumnie.
Bądź pierwszym, komentującym ten artykuł
Napisz Komentarz
Proszę utrzymaj temat komentarza związany z przedmiotem artykułu. Publikowane treści nie mogą być wulgarne, rasistowskie, niezgodne z zasadami ogólno pojętych norm kultury, spamerskie itp. Administrator zastrzega sobie prawo do usunięcia bez powiadomienia komentarzy łamiących te zasady.