| Obsada: |
Julianne Moore, Gary Sinise, Anthony Edwards
|
Rzadko się zdarza abym oglądając film tak bardzo pragnął, żeby się już wreszcie skończył. Tak było tym razem choć tematyka i osoba Julianne Moore nie zwiastowały tragedii. Mam wrażenie, że scenarzysta serialu "Z Archiwum X" niezadowolony z fabuły kolejnego odcinka wyrzucił go na śmietnik. Następnie śmieciarka wywiozła wszystko na wysypisko, a tam przypadkiem znalazł go scenarzysta tego filmu i uznał za doskonały pomysł na thriller science fiction. Trochę brutalne to porównanie, ale czułem się równie nieswojo po zakończeniu seansu. Wyszły z tego pomyje po kultowym serialu, hybryda jednego z epizodów wpleciona w dramat z marnymi aktorami. Ale żeby nie być gołosłownym przytoczę parę szczegółów.
Telly (Moore) nie może pogodzić się ze stratą synka, który zginął w katastrofie lotniczej. Chodzi do psychiatry (Sinise) ale niewiele to daje. Kiedy nabiera przekonania, iż coś jest nie tak, mąż i psychiatra uświadamiają jej że nigdy nie miała dziecka - wszystko sobie uroiła. Dając się przekonać tym wydmuchanym skutkom choroby dostajemy kolejny, tym razem pozaziemski wątek... Pomijając głupotę fabuły zastanawiam się co w takim przedsięwzięciu robi Moore, aktorka nieprzeciętna tutaj błądząca w morzu niedorzeczności. Schematyczne i przewidywalne zakończenie wbija gwóźdź do trumny. Parafrazując tytuł lepszy byłby "Film, którego nie było".
|