| Obsada: |
Wojciech Skibiński, Tamara Arciuch, Maciej Stuhr
|
Jeśli tak wygląda wiejskie wesele to reżyser Smarzowski urodził się chyba na Księżycu, skąd miał słabą widoczność na polską wieś. Przedstawię listę zarzutów, bo o zaletach pisać nie warto - praktycznie ich nie ma. Wesele zakrapiane wódką strumieniami to żadna nowość tylko rzeczywistość, ale obraz zabawy w remizie przedstawia zwyczajny rynsztok. Każdy chodzi z flaszką wódki pod pachą, za kierownicą, w ubikacji wyglądającej gorzej niż publiczne toalety. Interesy załatwiane przy kielichu nie dziwią, jednak świat przekupstwa, łapówkarstwa, gangsterów rodem z Pruszkowa wyjęto z innej bajki. Wychodzi na to, że wieś jest bardziej skorumpowana niż elity władzy, ogólniej ludzie na stołkach. A to nieprawda - znam z autopsji niejedną polską wieś i przypomina ona bardziej tą z "U Pana Boga za piecem" niż z "Wesela". Oczywiście nie neguję czarnej strefy, niejasnych machlojek ale nie w takim stopniu jak pokazano. Prędzej za miastem znajdziesz większą pomoc od bliźniego niż w mieście.
Organizacja zabawy to kolejna parodia, od kiedy to załatwia się wszystko bez zapłacenia? Orkiestra przyjeżdża za friko bez zaliczki? Salę wynajmują "na gębę" oczekując zapłaty po weselu? Wszystko grubymi nićmi szyte, pozostawiające wrażenie bagna zamiast kultury. Ujrzałem prymitywów zamiast prostych ludzi, postacie przerysowane w każdym calu. I co w tym wszystkim robi Maciek Stuhr błąkający się po kątach? O trupie, szambie tryskającym z klozetu, policji i pijanym notariuszu już nie będę wspominał. Po zakończonej imprezie pozostaje tylko mocny kac, co gorsza nieuleczalny.
|