| Obsada: |
Bruno O’Ya, Zbigniew Dobrzyński, Irena Karel, Marek Perepeczko, Bronisław Pawlik
|
Polacy nie gęsi, swój western mają. Osadzony w realiach powojennych Bieszczad, gdzie zwolniony dyscyplinarnie chorąży Słotwina (Bruno O'Ya) poszukuje nowego zajęcia. Przemierzając okolice zagląda do znajomego miasteczka Derenica, gdzie niegdyś stacjonował jego znajomy milicjant Władeczek. Na miejscu okazuje się, że władzę przejęła banda Moronia (Mieczysław Stoor) a tamtejsza ludność żyje w ciągłym strachu. Tylko piękna Tekla (Irena Karel) okazuje pomoc i współpracę pragnącemu przywrócić dawny porządek Słotwinie - zapoznając go z ostatnim żyjącym człowiekiem Władeczka i tworząc skuteczny odwet na mordercach. Ale rzecz idzie również o skarb Tryzuba, który były komendant milicji ukrył, a do którego Moroń pragnie się dostać. Kto kogo przechytrzy?
Muszę sprawiedliwie stwierdzić, że Aleksander Ścibor-Rylski nakręcił niezły western przygodowy. Przypominają się przygody "Winnetou" i bliżej temu filmowi do ekranizacji powieści Karola Maya niż do amerykańskich westernów. "Wilcze echa" mają swój urok, wyrazistego bohatera (estoński aktor Bruno O'Ya z głosem Bogusza Bilewskiego) pasującego na naszego Old Shatterhanda, dowcipne dialogi i dynamiczną muzykę Wojciecha Kilara. Nie zabrakło również efektownych pojedynków, pomysłowych rozwiązań i miłosnych zawirowań. Porządne kino na które patrzy się z przyjemnością i lekkim żalem, że w Polsce gatunek westernu jest tak niepopularny. Poza kręceniem komedii i tragedii przydałoby się nam trochę świeżego powiewu przygody, a jak widać tematu na scenariusz nie brakuje. Może umiejętności brak...
|