Co by tu jeszcze wymyślić? Pewnie nic jeśli chodzi o młodzież, horror i kino drogi. Ale, ale to przecież nowość bo film pochodzi z Australii. Ten kto pomyślał o krwiożerczych kangurach i pieskach preriowych biegających z piłą mechaniczną jest w błędzie. Pomysł na scenariusz jest ten sam. Grupa nastolatków podróżuje odwiedzić krater po uderzeniu meteorytu, samochód nawala, z pomocą przychodzi przejeżdżający kierowca - reszta do odgadnięcia. Pierwsza godzina to spokojna etiuda dla romantyków - pustkowia, deszczyk, pocałunki (jeden mężczyzna i dwie kobiety już samo przez siebie wiele mówi). Druga część to już siekanka, potok krwi i ucieczka.
Czemu warto zwrócić uwagę na "Wolf Creek"? A kto powiedział, że warto. Pasjonaci horrorów i im podobnych być może zainteresuje, pozostałych odsyłam do ciekawszych pozycji. Byłbym zapomniał: happy endu nie zauważono. Krater odwiedzany przez bohaterów istnieje naprawdę i nawet "prawie" tak samo się nazywa. Historia niby oparta poniekąd na faktach. Czyżby więc wymyślono nowy sposób na ściąganie turystów do Australii?
KOMENTARZE: (2)
1. Napisał(a) Sendel, dnia 14-01-2008 22:35 NIc ciekawego, popieram.
2. Napisał(a) Widi, dnia 26-12-2007 16:52 Nudny film,niepodobał mi się i TYLE
Napisz Komentarz
Proszę utrzymaj temat komentarza związany z przedmiotem artykułu. Publikowane treści nie mogą być wulgarne, rasistowskie, niezgodne z zasadami ogólno pojętych norm kultury, spamerskie itp. Administrator zastrzega sobie prawo do usunięcia bez powiadomienia komentarzy łamiących te zasady.
Ot ciekawostka jaka: Ludzie jak grzeszą to powolutku, dokładnie, rozsmakowują się w tym grzechu, a jak pokutę odprawiają to zawsze byle jak i po łebkach.