| Obsada: |
Andrew Robinson, Clare Higgins, Ashley Laurence, Robert Hines
|
Ciekawy scenariusz nie został przyzwoicie przełożony na język filmu przez pisarza i zarazem reżysera Clive'a Barkera. Widać wyraźnie przerost efektów (przerażających i pomysłowych) nad fabułą. O grze aktorskiej nie warto nawet wspominać. Brakuje "Wysłannikowi piekieł" przede wszystkim szatańskiego klimatu (bo o tym jest ta historia) tak wciskającego w fotel w "Dziecku Rosemary" czy "Omenie" - luka ta nie została należycie wypełniona co sprawia, że obserwujemy zlepek groteskowo-makabryczno-sadystycznych scenek (wyraźny klimat gore) i nic poza tym. A szkoda bo historia Franka, który poznał tajniki piekieł i zabity - zmartwychwstał dzięki tajemniczej kostce i świeżej krwi zapowiadała się na pierwszorzędny horror. Otwarcie drzwi do świata piekieł powoduje lawinę następstw, które prowadzą do oczywistego finału.
Reżyserowi zarzucano słabą jakość efektów specjalnych w końcowych scenach filmu, ten jednak odpierał zarzuty twierdząc, iż wyczerpawszy środki z budżetu musiał się posiłkować improwizowaniem. A skromny budżet okrągłego miliona dolarów przyniósł prawie dwudziestokrotny zysk. Charakteryzacja związana głównie z nakładaniem wymyślnej maski na twarz filmowego Franka trwała do 6 godzin. Ten niewątpliwie intrygujący pomysł stał się doskonałym materiałem na dalsze kontynuacje (do 2005 roku seria "Wysłannika piekieł" może się pochwalić ośmioma filmami), które nie wzbudziły już takich emocji jak pierwowzór, sukcesywnie trafiając wyłącznie na rynek wideo.
|