| Obsada: |
Paul Walker, Tyrese Gibson, Eva Mendes, Devon Aoki
|
Samochodowego przeboju z tuningowanymi autami część druga. Idąc za ciosem twórcy podkręcili tempo nakręcenia sequela i oto naszym oczom ukazali się wcale nie tacy szybcy niż poprzednio, a przede wszystkim wściekli chyba tylko z umowy. Za szybki to był scenariusz napisany w przerwie na kawę a za wściekli mogą czuć się widzowie, którym wciska się nawet nie odgrzewane danie – to raczej mała przekąska. Czar czterech kółek podziwiamy dokładnie w trzech wyścigach: gdy bohaterowie zdobywają nowe auta, kiedy jadą po zdobycie nowej pracy i na końcu gdy jesteśmy świadkami policyjnego mega pościgu. Wszystkie wspomniane potyczki nawet nie przyprawiają o gęsią skórkę. Momentami gdy panowie włączają „nitro” to co widać za szybami ich maszyn przypomina prędkość nadświetlną ze Star Treka, co w tym wypadku zakrawa na absurd. Pościgi to już bajka z cyklu „za siedmioma górami, za siedmioma bujdami”, w której policjanci zamiast mózgów mają tic-taci a prawdopodobieństwo stłuczek dzieli się na równe i równiejsze. A finałowego skoku nie powstydziłby się sam Małysz.
Konstrukcja cepa wydaje się bardziej złożona niż fabuła. Były policjant (sympatyczny Paul Walker) w zamian za wyczyszczenie swoich akt bierze udział w akcji Urzędu Celnego mającej na celu przyskrzynić złego jak Gołota na ringu przemytnika. Do pomocy bierze dawnego znajomego (Tyresse Gibson) a w wolnych chwilach flirtuje z dziewczyną handlarza (Eva Mendes – i wszystko jasne, któż by się nie skusił). Aha zapomniałbym wspomnieć iż bohaterowie próbują być sprytniejsi niż ustawa przewiduje. Cóż zatem pozostaje zwykłemu zjadaczowi chleba? Wpadające w ucho muzyczne kawałki pod ogólnym nadzorem Davida Arnolda (kompozytor ostatnich Bondów), piękne i szybkie auta (tudzież kobiety) i to tyle – a może i tak za dużo? Podobno producenci mieli przygotowane dwa scenariusze: jeden z udziałem Vina Diesel’a a drugi na wypadek gdyby aktor odmówił udziału w sequelu. Co do poziomu emocji wolę bez porównania obejrzeć magazyn „Top Gear” niż takie slapstickowe popisy bez większego sensu.
|