 |
Tytuł: |
Eternal Sunshine of the Spotless Mind
|
| Obsada: |
Jim Carrey, Kate Winslet, Gerry Robert Byrne, Elijah Wood, Kirsten Dunst, Mark Ruffalo
|
Jim Carrey ma dwa aktorskie oblicza. Pierwsze znane powszechnie jest przejawem kompletnej błazenady, oklepanych min i małpich wygłupów, które kiedyś śmieszyły a teraz wydają się przeterminowane (przykłady: "Ja, Irena i Ja", "Głupi i głupszy"). Jest też druga strona medalu, ta poważniejsza dzięki której stworzył już niezapomniane kreacje ("Truman Show") lub chociażby zupełnie przyzwoite (epizod w "Simon Birch", "Telemaniak"). Osobiście toleruję go kiedy zachowuje stabilną równowagę pomiędzy obiema osobowościami ("Człowiek z Księżyca", "Maska", "Bruce Wszechmogący", "Batman forever") jednak role całkiem serio przyjmuję w ciemno za trafione. Z prostej arytmetyki wynika, iż drażni mnie napastliwa głupota, którą w rodzimym wydaniu próbuje udanie naśladować Cezary Pazura (z jego osobowością jest zresztą podobnie, bo to dobry aktor poza "13 posterunkiem"). Wracając do tematu od którego chyba zbytnio odbiegłem zasygnalizuję fabułę "Zakochanego bez pamięci" z Jimem Carrey'em na poważnie! Jego bohater Joel Barish zauroczony osobą szalonej Clementine (Kate Winslet z nominacją do Oscara) zakochuje się w niej od pierwszej znajomości, sukcesywnie uzależniając się od jej osoby - co w konsekwencji prowadzi do załamania na wiadomość o odrzuceniu. Choć to nie zupełnie takie proste - dziewczyna znudzona bezproduktywnym przyjacielem skorzystała z pomocy agencji trudniącej się wymazywaniem z pamięci bolesnych wspomnień. W ten oto sposób Clementine wyczyściła swój mózg ze znajomości z Barishem. Zrozpaczony takim faktem chłopak sam udaje się do speców od manipulacji rozumem, by poddać się podobnemu zabiegowi. Podczas nocnego kasowania pamięci w jego świadomości zacznie się prawdziwa walka o przetrwanie, zachowanie tej jedynej miłości życia - słowem "Ocalić od zapomnienia" jak śpiewał Grechuta.
Scenariusz (nagrodzony Oscarem) autorstwa "specjalisty" od pogmatwanych historii Charliego Kaufmana ("Niebezpieczny umysł", "Adaptacja", "Być jak John Malkovich") i tym razem wymaga maksymalnej koncentracji, aby odnaleźć sens i istotę prezentowanego problemu. Przesłanie wydaje się na pozór oczywiste - miłość pokona wszelkie bariery, jednak główny problem tkwi w głowie. Stopniowe wymazywanie pamięci jakiego jesteśmy świadkiem przypomina sen na jawie. Irracjonalne zdarzenia mieszają się z rzeczywistością, Joel zmienia otoczenie zaglądając w najgłębsze zakamarki swojej podświadomości. Pomysł zasługuje na uznanie, jednak wykonanie trochę mnie zawiodło. Momenty dłużyzn przeplatają się z frapującymi spostrzeżeniami. Zawiła akcja niewątpliwie zmusza do intensywnego myślenia, ale nie daje w zamian pełnej satysfakcji. Takie błądzenie po omacku bez większego celu. Oczywiście aktorsko nie mam nic do zarzucenia ale jak na mój gust "Zakochany bez pamięci" wygląda na jeden z tych snów, które w trakcie spania interesują, ale po przebudzeniu szybko zapominamy o co w nim chodziło. Zapewne Freud byłby zachwycony, ale na szczęście nim nie jestem.
|