Na początku miał by John Carpenter i Mel Gibson w roli głównej. Kiedy odmówili zatrudniono Michaela Ritchie, scenariusz przerobiono na miarę nowego aktora o komediowym posmaku i tak powstało "Złote dziecko" z Eddiem Murphy grającym trochę Herculesa Poirot ale bardziej Indianę Jonesa. Raz na 400 lat rodzi się wyjątkowe dziecko, które pomoże uratować ludzkość. Zostaje uprowadzone przez złego czarownika Sardo Numspę (niezły Charles Dance), który zgładzi go jedynie za pomocą sztyletu skrywanego w górskich zakamarkach Nepalu. Nasz dzielny detektyw na co dzień szukający zaginionych dzieci włączy się do gry pełnej magii, przygody, niebezpieczeństwa, mocy nieczystych oraz komicznych sytuacji.
W mojej opinii całkiem udanie udało się połączyć fascynującą akcję z niewymuszonym wątkiem komediowym. Kilka scen jest naprawdę pierwszej klasy, szczególnie ta z stepującą niczym Fred Astaire puszką Pepsi albo Murphym jąkającym się podczas proszenia o sztylet. Tybetańskie dziecko co ciekawe zagrała dziewczynka J.L. Reate, ale z całym szacunkiem dla płci pięknej - przy jej wygolonej na zapałkę główce nie widać różnicy.
KOMENTARZE: (1)
1. Napisał(a) Marcin...., dnia 02-06-2008 21:17 błąd! nie raz na 400 lat, tylko raz na 1000 lat... ;/
Napisz Komentarz
Proszę utrzymaj temat komentarza związany z przedmiotem artykułu. Publikowane treści nie mogą być wulgarne, rasistowskie, niezgodne z zasadami ogólno pojętych norm kultury, spamerskie itp. Administrator zastrzega sobie prawo do usunięcia bez powiadomienia komentarzy łamiących te zasady.