Daniel Craig, Eva Green, Mads Mikkelsen, Judi Dench, Giancarlo Giannini, Jeffrey Wright
Ocena:
RECENZJA:
Cztery lata przyszło nam czekać na nową odsłonę przygód o agencie 007. Ponieważ zaliczam się do jego wielkich fanów, czas ten upływał na łapaniu doniesień o kolejnych konfliktach między producentami a odtwórcą głównej roli, Piercem Brosnanem. W końcu stanęło na zmianach – nowy aktor, świeże spojrzenie na Bonda – dokonać tego miał Martin Campbell, wcześniej udanie reaktywujący serię filmem „Goldeneye”. Za podstawę scenariusza wzięto pierwszą powieść z cyklu - „Casino Royale” kładącą nacisk bardziej na szpiegowską grę niż efekciarskie gadżety. W końcu pewnego deszczowego poranka ogłoszono następcę Brosnana – Daniel Craig, pierwszy blondyn wśród dotychczasowych odtwórców. Tragedia! – pomyślałem widząc aktora. Z wyglądu zupełnie nie pasował do przystojnego wizerunku jakim raczyliśmy się przez ostatnie lata. Nie znając wówczas dorobku aktora tym bardziej byłem przeciw, podobnie zresztą rzesze fanów na świecie piszące nawet petycje protestacyjne do producentów. Wtedy Sean Connery stwierdził, że Craig będzie świetnym Bondem i zaczęło się oczekiwanie na – nie ukrywam – porażkę. Z planu docierały coraz to nowe, potwierdzające przypuszczenia informacje – aktor nie umie posługiwać się manualną skrzynią biegów, czuje wstręt do broni, co krok robi sobie kuku podczas kręcenia zdjęć. Czy taki ma być przyszły Agent Jej Królewskiej Mości?
Nareszcie premiera! Jako wierny fan począwszy od „Goldeneye” na każdy film z cyklu wybieram się rytualnie do kina. Zaczęło się... a potem dwie i pół godziny upłynęły w nieustającym napięciu. Wychodzę z kina zachwycony, gdyż faktycznie uraczono mnie, jakby nie patrzeć zupełnie nowym Bondem. Widok okazał się zachwycający! Kto pamięta ostatnie popisy z niewidzialnym samochodem, latającym i surfującym na Islandii Brosnanem ten po „Casino Royale” może przyznać: wróciliśmy z dalekiej podróży, niemal do zbawiennych korzeni cyklu. Craig nie powala urodą ale jako surowy agent zdolny do zabijania z zimną krwią, bez emocji, pasuje jak dziecko do kaloszy w deszczową pogodę. Te zabójczo wyraziste błękitne oczy potrafią wzbudzić respekt. Choć dopiero poznaje tajniki licencji na zabijanie, pojętnym uczniem się okazuje. Campbellowi udało się Bonda uczłowieczyć. Zamienił niezniszczalnego herosa nie odstępującego swych gadżetów na krok w człowieka zdolnego do emocji, uczuć, litości. Tym bardziej z satysfakcją pod twardą skorupą cielesnej powłoki Craiga odkrywamy Flemingowskiego bohatera jakim się narodził w latach ’50 XX stulecia. Oglądanie „Casino Royale” przywodzi na myśl Bondy z Connerym umiejętnie wzbogacone o dzisiejszą technikę epoki Brosnana. Ale bez przesady – na ekranie nie zobaczymy etatowego dostarczyciela gadżetów Q, choć i tak emocji jest co nie miara. To pierwsza adaptacja całkowicie oparta na książce Fleminga od czasów „Nigdy nie mów nigdy więcej” z 1983 roku.
Fabuła kręci się wokół bankiera terrorystów Le Chiffre’a, który tracąc na nietrafionych inwestycjach pieniądze wspólników (z dużą „pomocą” Bonda) postanawia odzyskać je podczas turnieju pokera w tytułowym Casino Royale w Czarnogórze. Reszta jest grą pozorów i inteligentnej partii blefu. Będziemy świadkami spektakularnych sekwencji pościgów na Madagaskarze (perełka!) i lotnisku w Miami, o finale w Wenecji nie wspomnę. Poznajemy agenta 007 zaraz po otrzymaniu licencji na zabijanie. Na naszych oczach uczy się doświadczenia pracy w branży, tłumienia emocji i powstrzymywania uczuć wobec napotkanych kobiet, choć z tym nie do końca jest tak prosto – jak przystało na człowieka z krwi i kości. Reżyserowi udała się sztuka nie lada - uczynić „Casino Royale” mieszanką sensacji, dramatu i love story. W napięciu obserwowałem rozgrywkę przy zielonym stoliku umiejętnie przerywaną kolejnymi „wątkami pobocznymi”. Kilka zwrotów akcji przekonuje, że to Campbell trzyma na koniec asa w rękawie. I faktycznie, nie zdradzę dużo jeśli powiem, iż film nie kończy się jak zwykle – to dopiero połowa drogi na końcu której czeka hydra o głowie organizacji WIDMO. Czapki z głów panie i panowie, Bond powrócił!
KOMENTARZE: (1)
1. Napisał(a) kamil, dnia 26-03-2008 15:22 jAKA BEDZIE NOWSZA CZĘŚĆ
Napisz Komentarz
Proszę utrzymaj temat komentarza związany z przedmiotem artykułu. Publikowane treści nie mogą być wulgarne, rasistowskie, niezgodne z zasadami ogólno pojętych norm kultury, spamerskie itp. Administrator zastrzega sobie prawo do usunięcia bez powiadomienia komentarzy łamiących te zasady.