| Obsada: |
Patrick Swayze, Alison Doody, Roy Marsden, Gavin Hood
|
Czwarta adaptacja przygód Allana Quatermaina wśród piasków i stepów Afryki. Od poprzedniczek różni ją kilka elementów. W przeciwieństwie do wersji z Chamberlainem jest bardziej stonowana, mniej zwariowanych przygód, nieprawdopodobnych wygłupów, entuzjastycznej zabawy i akcji. Jest natomiast żywsza od rocznika '50 ze Stewartem Grangerem, który można by rozpatrywać w kategoriach filmu dokumentalno-przyrodniczego rodem z Animal Planet. O aktorach wystarczy nadmienić tylko ich obecność, poziomem gry nie przewyższają bohaterów z niejednej telenoweli - każdy gest, mimika idzie na "jedno kopyto". Choć przedsięwzięcie zrealizowała telewizja Hallmark znana z efektownych produkcji, tym razem oszczędzono środków.
Do roli Quatermaina przywrócono z aktorskiej emerytury Patricka Swayze. Choć czas był dla niego łaskawy to jednak zapomniał czym się różni granie od statystowania. Z całej sympatii do niezapomnianego Johnna Castle z "Dirty Dancing" muszę stwierdzić, że nie pasuje do roli jaką otrzymał. Film jest za długi, jak przystało na telewizyjne produkcje podzielony na dwie półtoragodzinne części. Nie pobudza emocji, nie zachwyca krajobrazami (plenery pozwalały na lepsze wyeksponowanie w zdjęciach), ginie w lawinie jemu podobnych. Na uwagę zasługuje rola Gavina Hooda jako oponenta, głównie z racji koneksji z polskim kinem. Otóż Gavin nie mający nic wspólnego z Robinem z Sherwood, jest przede wszystkim południowoafrykańskim reżyserem, który w pilnym zastępstwie nakręcił ostatnią ekranizację "W pustyni i w puszczy". Mało tego ze swoim ostatnim filmem "Tsotsi" sięgnął po Oscara. Z racji tego warto by się przyjrzeć człowiekowi, który przemyka gdzieś w tle wyblakłej już gwiazdy Patricka Swayze.
|