| Obsada: |
Nicolas Cage, John Cusack, John Malkovich, Ving Rhames, Steve Buscemi
|
Grupa najgroźniejszych przestępców jest eskortowana samolotem do najlepszego więzienia w Stanach. Wśród nich jest Cameron Poe (Cage), zwolniony warunkowo po odsiedzeniu 4 lat za zabójstwo (nieumyślne, w obronie honoru żony). Wśród więźniów wybucha bunt, a samolot staje się lotem skazańców któremu przewodzi psychopatyczny morderca Cyrus (Malkovich). Poe usiłuje wrócić cało do rodziny toteż skutecznie przeszkadza pozostałym w "podróży". Na ziemi nad przebiegiem akcji czuwa oficer ochrony lotu Larkin (Cusack) próbujący znaleźć porozumienie z Cameronem i sprowadzić latającą beczkę prochu na stały grunt.
Ta historia to tylko pretekst i tło dla prawdziwych fajerwerków: wybuchy, pościgi oraz finałowa demolka lądującego w samym centrum Las Vegas samolotu. Efektowne eksplozje to znak firmowy producenta Jerry'ego Bruckheimera, którego sławi kino mocnych bum-bum: "Armageddon", "Pearl Harbour", "Piraci z Karaibów" robiące przede wszystkim ogromne wrażenie. Coś się dzieje, a jak się nie dzieje to na pewno zaraz się zacznie dziać - takie przekonanie z pewnością gwarantuje duże wpływy (223 mln dolarów z całego świata) i oto głównie w kinie rozrywkowym tego pokroju chodzi. A jak jeszcze dorzucimy parę gwiazd światowego formatu przyprawione od czasu do czasu dawką humoru na rozluźnienie twarzy to nic więcej do szczęścia nie potrzeba. Mnie najbardziej do gustu przypadł piekielnie inteligentny psychol Garland Greene (zawsze na poziomie Steve Buscemi) przypominający, zwłaszcza podczas ładowania na pokład, samego Hannibala Lectera. W momencie największej zawieruchy siedzi w pustym basenie z małą dziewczynką i śpiewa "you got the whole world in your hand..." jak niby nigdy nic. Również wcześniej popisuje się swoją błyskotliwością. Kiedy więźniowie słuchają piosenki "Sweet Home Alabama" ten wypala: "Co za ironia, banda idiotów tańczących w samolocie przy piosence zespołu, który zginął w katastrofie lotniczej". Co ciekawe utwór wykonywany przez Diane Warren ("How do I live") otrzymał nominacje do Oscara za najlepszą piosenkę i do Złotej Maliny za najgorszą - gwoli sprawiedliwości nie zdobył żadnej.
|