| Obsada: |
Eddie Murphy, Jeff Goldblum, Kelly Preston, Robert Loggia
|
Historia jest banalnie opowiedziana i jak na komedię przeciętna. Podczas seansu brak jakichkolwiek emocji związanych z zachwytem, ale i też ze znużeniem. Coś w tym jest – być może owa tajemnica związana z telezakupami – niby błahe, fatalne realizatorsko, ale wciągające niezwykłością i pomysłowością swoich produktów. Kto z nas nie chciałby mieć scyzoryka, który oprócz standardowych funkcji służyłby jako pilot, wędka czy też grzebień? Oczywiście to marzenia ściętej głowy, ale... I o tym jest „Cudotwórca”, o kulisach realizacji takich programów. Dla rozruszania jego skostniałej formuły producenci zatrudniają spotkanego wcześniej „wędrownego mnicha”, który poza zachwalaniem produktów również poucza telewidzów i prawi morały na różne życiowe sprawy. Ci odwdzięczają się mu wzrostem oglądalności i sprzedaży „mydła i powidła”. Ale wszystko co dobre, kiedyś się kończy.
Jak już wspomniałem film jest nijaki – nie wiadomo czy się śmiać, czy zamyślić nad sensem konsumpcyjnego trybu życia. Na taki odbiór ma po części wpływ Eddie Murphy grający na poważnie, co może zdziwić – znając wcześniejsze jego dokonania oczekujemy na zabawne puenty, komiczne sceny i wygłupy, a tymczasem dostajemy telewizyjnego buddę. Również Jeff Goldblum jako przebojowy producent i zagubiony romantyk wyraźnie „dusi się” w tej roli. Pozostaje na koniec wspomnieć naprawdę dobre filmy o telewizyjnych kulisach: „Fakty i akty” Levinsona oraz „Sieć” Sidneya Lumeta – oba traktujące o potędze srebrnego ekranu i w przeciwieństwie do „Cudotwórcy” nieźle zagrane.
|