Edward Norton, Paul Giamatti, Jessica Biel, Rufus Sewell, Eddie Marsan
Ocena:
RECENZJA:
Zauważyłem pewną zależność między życiem a pisaniem recenzji. Po obejrzeniu dobrego filmu o wiele trudniej napisać o nim parę słów (poza standardowymi "rewelacja", "genialny", "wybitny" itd.) uznania, niż po seansie z przeciętnym lub wręcz marnym filmem. Wtedy epitety obnażające katastrofalną jakość obrazu same przychodzą do głowy. Podobnie w życiu ciężej jest kogoś docenić, wyróżnić, powiedzieć garść ciepłych słów - bez problemu jednak przychodzi nam obrażanie innych i krytykowanie. Wspomniałem o tym nie bez powodu, gdyż po zakończeniu seansu z "Iluzjonistą" nasunęła się jedna myśl: to był naprawdę dobry film. W tych kilku słowach zawiera się pochwała wszystkiego, o czym można by napisać długą recenzję. Idealne wprowadzenie widza w atmosferę epoki, fascynująca historia opowiedziana z wirtuozerską precyzją - podobnie jak magiczne sztuczki o klasę przewyższające wyciąganie królika z kapelusza. Scenografia ze wspomnianym już klimatem przypominała wiktoriański Londyn, po którym przechadzał się Kuba Rozpruwacz.
My jesteśmy w Wiedniu i obserwujemy kolejne etapy samodoskonalenia iluzjonisty Eisensheima, przypominającego nieco autentyczną postać magika Hanussena czarującego mieszkańców Wiednia na początku XX wieku. Kiedy w świat magii wkroczy miłość i władza krąg wtajemniczonych zacznie się poszerzać. Zapach krwi i żądza zemsty w jednakowym stopniu będą przepełniać obraz kamery, będziemy świadkami śledztwa które wtargnie w zakamarki umysłu nie opisywalne przez racjonalne myślenie. Spektakl trzech aktorów, z których każdego doceniam jednakowo. Edward Norton talentem i siłą przekonywania urzekł mnie w "Lęku pierwotnym" - od tego czasu zrobił kolosalny postęp udowadniając jednocześnie tezę o nieszablonowości swej osoby i głębokiej inteligencji. Aktor nr 2 to Paul Giamatti w roli inspektora policji, swym szeleszczącym i barwnym tonem głosu nastraja i przykuwa uwagę niczym cykanie świerszcza. Moją uwagę zwrócił "Bezdrożami", które dały mu pole do popisu i liczne nagrody uznania. Chyba najmniej znany szerszemu kręgu odbiorców Rufus Sewell miejsce na półce z napisem "uznani i szanowani" zajmuje za rolę w filmie science fiction "Mroczne miasto". Choć od tego czasu nie zasłynął w jakimś wybitnym filmie to skupiając uwagę na drugoplanowej roli potrafi wycisnąć z niej wszystkie soki. Gra iluzją, gra aktorami, gra nastrojem i muzyką - kiedy wszystko gra nie trudno uznać, że mamy do czynienia z pierwszorzędnym kinem.
Bądź pierwszym, komentującym ten artykuł
Napisz Komentarz
Proszę utrzymaj temat komentarza związany z przedmiotem artykułu. Publikowane treści nie mogą być wulgarne, rasistowskie, niezgodne z zasadami ogólno pojętych norm kultury, spamerskie itp. Administrator zastrzega sobie prawo do usunięcia bez powiadomienia komentarzy łamiących te zasady.