| Obsada: |
Russell Crowe, Renee Zellweger, Craig Bierko, Paul Giamatti, Bruce McGill
|
James J. Braddock nazywany Bulldogiem za sprawą swojej niesamowitej kariery zyskał miano Kopciuszka. Nikt tak jak on nie potrafił walczyć do upadłego, choć życie pokazało mu niejeden ostry zakręt. Historia zaczyna się w roku 1928 kiedy to po kilkunastu walkach Braddock zyskuje sławę i pieniądze. Ale nastają czasy Wielkiego Kryzysu, bokser doznaje kolejnej kontuzji ręki, przegrywa walkę, pozbawiony licencji boksera a w następstwie środków do życia i utrzymania najbliższej rodziny dotyka najgłębszej postaci biedy. Nie spłacone rachunki, brak pieniędzy na jedzenie, a co gorsza przy piętnastomilionowym bezrobociu brak jakichkolwiek perspektyw pracy. Obserwujemy człowieka na skraju rozpaczy. Właśnie wtedy nadchodzi wiadomość o możliwości ponownego pojedynku na ringu...
Crowe gladiator, Crowe genialny matematyk, Crowe bokser - z każdym wcieleniem tak samo wiarygodny. Tym razem obdarzony nazwijmy to "pospolitą twarzą" aktor przekonał mnie od samego początku swoją grą i zachowaniem. Braddock to chłopak z sąsiedztwa, jego historia równie dobrze mogłaby się przydarzyć w naszym otoczeniu. To stanowi o jej uniwersalności, skłania do refleksji, wzrusza serca, przypomina jak wiele można osiągnąć jeśli tylko jest nadzieja poparta wolą walki. Przypominają się słowa wypowiedziane w "Starym człowieku i morzu" Hemingwaya - człowieka można zniszczyć, ale nie pokonać. Sięgając ubóstwa James wspierany przez kochającą żonę (kolejna dobra rola Zellweger) właśnie toczy grę z życiem o przetrwanie. Nigdy nie zapomina o rodzinie, to ona stanowi o jego wewnętrznej sile, motywuje do działania. Najpiękniejszym świadectwem owej historii jest fakt, że wydarzyła się naprawdę. To samo życie, wiodące przez wyboistą drogę każdemu z nas uświadamia kim jest, co dla niego jest najważniejsze i ile trzeba aby to osiągnąć.
Ron Howard zdolny do wzruszających historii kolejny raz poruszył miliony. O sile filmu nie tyle decydują aktorzy, choć to również ich wielki wkład zapewnił sukces, ale historia poprowadzona sprawną ręką. Doceniony przez krytykę i widzów jeden z tych filmów, które warto obejrzeć w domowym zaciszu. Dramaturgia samych pojedynków moim skromnym zdaniem przewyższa zamierzchłe czasy, kiedy to na ringu królował Rocky Balboa.
|