Chris Evans, Sarah Michelle Gellar, Mako, Kevin Smith, Patrick Stewart, Laurence Fishburne
Ocena:
RECENZJA:
„Wojownicze żółwie ninja” na myśl przywodzą mi wciągającą kreskówkę z czasów dzieciństwa. Czwórka walecznych żółwi, które na skutek radioaktywnego wycieku zmutowały do ludzkich rozmiarów wraz ze swym mistrzem sztuk walki, szczurem Splinterem toczyła walkę z wszelkimi zbirami w mieście. Największym z nich był ich odwieczny wróg Shredder. Ten zabawny kwartet zajadający się pizzą otrzymał imiona po czterech mistrzach sztuki: Donatello, Rafael, Michaelangello i Leonardo. Każdy nosi przepaski (nie podpaski ;) innego koloru oraz posiada umiejętności władania specyficzną bronią. Przyprawiona sporą dawką humoru bajka konsekwentnie przykuwała moją uwagę każdego popołudnia. Po sukcesie animowanym nadszedł czas na ekranizacje filmów – w sumie trzy, które z umiarkowanym skutkiem zadowoliły fanów.
Rok 2007 stoi pod znakiem powrotu żółwi na duże ekrany w komputerowej animacji godnej obecnego poziomu prezentacji tegoż narzędzia. Pod względem wizualnym film spodoba się każdemu, dopracowane w detalach postacie i lokacje, mimika oraz porywające sceny akcji skutecznie zacierają różnicę między błoną filmową a komputerem. Oglądając żółwie nieodwołalnie pomyślałem o podobnej animacji – „Final Fantasy”. Dlaczego podobnej? Otóż wizualnie powalała konkurencję na kolana, wydawało się że pozostałych dzielą lata świetlne od jakości jaką owa animacja prezentowała. Cóż z tego skoro zawartość wiała pustką. Z żółwiami nie jest tak strasznie, jakkolwiek fabuła wydaje się mieć trzecioplanowe znaczenie.
Oto przed laty wielki wojownik odnalazł źródło mocy dające nieśmiertelność. Taki dar niósł ze sobą konsekwencje – jego niepokonana armia została zamieniona w głazy a on sam skazany na tułaczkę po świecie. W czasach obecnych prosperujący bogactwem wojownik próbuje odwrócić ciężar klątwy przywracając do życia swych braci. W tym celu należy unicestwić trzynaście potworów krążących po ziemi – i to w momencie koniunkcji planet w linii. Po drugiej stronie miasta grupa żółwi wiedzie ustatkowane życie w kanałach. Jeden z nich – Leonardo – został wysłany do Ameryki Środkowej na trening, aby po powrocie objąć przywództwo w grupie. Niepokojące wydarzenia w mieście przyspieszą działania. Ale wśród żółwi brak jedności, wzajemne animozje wezmą górę nad rozsądkiem.
Dobrym posunięciem było nie powtarzanie wątku ze Shredderem tylko pójście scenarzysty w nowym kierunku. Wspomniany temat został już mocno wyeksploatowany w kreskówce i fabularnych filmach. Zabrakło mi natomiast odrobiny luzu, zamiast wszechobecnego moralizatorstwa o przyjaźni, braterstwie itd. A wszystko to w ponurej, deszczowo-mrocznej atmosferze wskazującej na podniesioną poprzeczkę docelowego odbiorcy. Maluchy bardziej upodobają sobie futrzaki z „Potworów i spółki” czy Shreka niż wschodnie sztuki walk w wykonaniu czterech żółwi. Może zapomniałem jaką frajdę sprawiały mi żółwie kiedyś, ale mnie ten film nie „wziął”. Gdyby nie znakomita animacja i sentymentalna ciekawość, pewnie bym szybko o nim zapomniał. Głosu Splinterowi użyczył tuż przed śmiercią niezapomniany aktor Mako, któremu dedykowano film a widzowie pamiętają choćby z roli maga w „Conanie Niszczycielu”.
Bądź pierwszym, komentującym ten artykuł
Napisz Komentarz
Proszę utrzymaj temat komentarza związany z przedmiotem artykułu. Publikowane treści nie mogą być wulgarne, rasistowskie, niezgodne z zasadami ogólno pojętych norm kultury, spamerskie itp. Administrator zastrzega sobie prawo do usunięcia bez powiadomienia komentarzy łamiących te zasady.