| Obsada: |
Anthony Hopkins, Ryan Gosling, David Strathairn, Rosamund Pike
|
Nawet na gładkiej z pozoru strukturze można znaleźć skazę. Idea ta przyświecała zapewne Tedowi Crawford (Hopkins), inteligentnemu naukowcowi który dojrzawszy żonę na zdradzie zabija ją z zimną krwią. Kiedy zjawia się policja poddaje się bez słowa, co więcej przyznaje do zabójstwa. Sprawa wydaje się być przesądzona – tak przynajmniej myśli młody adwokat Willy Beachum (Gosling), który podejmuje ją z ramienia oskarżyciela. Kiedy zakończy proces czeka na niego intratna posada w znanej kancelarii prawniczej. Co z pozoru było bułką z masłem stopniowo okazuje się łyżką dziegciu. Chłopakowi zaciska się na szyi pętla, zostaje skarcony za lekceważenie nad wyraz przebiegłego przeciwnika. Jeśli jest nim Anthony Hopkins to od razu na myśl nasunęło się porównanie z Hannibalem Lecterem. Choć nie gustuje w ludzkich wątróbkach to grana przez niego postać ma kilka wspólnych cech, które ku uciesze oglądających wodzą za nos. Przyznam, że zawiłość oczywistej z początku intrygi prosi się o brawa. Kiedy przypomnę sobie, że na fotelu reżyserskim zasiadł Gregory Hoblit to wspomnienie wspaniałego thrillera „W sieci zła” nasuwa się samo. Ten człowiek potrafi mylić tropy jak nikt inny przez co jego filmy ogląda się z niesłabnącym zainteresowaniem.
Na światło dzienne wychodzą z każdą chwilą kolejne argumenty (zabita romansowała z policjantem, który aresztował oskarżonego; nie znaleziono narzędzia zbrodni; brak naocznych świadków), dzięki którym skazany okazuje się być niewinnym. A przynajmniej takim się stanie w świetle prawa, jak jest naprawdę każdy widział na początku filmu. Ambitny i dodać należy dotychczas niepokonany prawnik uosobiony równie uzdolnionym obliczem Ryana Goslinga nie daje za wygraną. Na szali stawia własną karierę byle tylko dowieść winy oskarżonego, przyjdzie mu również stoczyć walkę z własnym sumieniem. Razem z bohaterem widz dochodzi prawdy, trzymany jest w niepewności wiedząc niewiele więcej niż prawnik. Właśnie to podtrzymywanie w napięciu dodaje smaczku opowieści. Kolejny plus za aktorski duet łączący co najlepsze w różnicy pokoleń. Przez ekran przewija się również Rosamund Pike kojarzona z dziewczyna Bonda w „Śmierć nadejdzie jutro”, jednak podobnie jak wtedy jest oziębła niczym bryła lodu i trudno zapamiętać ją w ogóle. Na dokładkę scenariusz pełen drobnych zaskoczeń zwieńczony finałem zadającym przenikliwym echem pytanie: czy morderstwo doskonałe jest możliwe?
|