| Obsada: |
Marcin Wiercichowski, Agnieszka Ćwik, Bogusław Semotiuk, Piotr Plewa, Bartosz Brzeskot, Jan Machulski, Jan Nowicki, Mariusz Pudzianowski
|
Długie lata świetlne minęły od czasów „Vabanku” i tyleż przyszło nam czekać na jego godnego następcę. Choć film Bartosza Brzeskota wciąga przede wszystkim interesującym scenariuszem rozpisanym na wielu bohaterów, pomysłowością i sprawnym montażem, tudzież zdjęciami to nawet tyle – albo aż tyle wystarcza aby zwrócić na siebie uwagę. Aktorskie role można by raczej potraktować z przymrużeniem oka, większość ekipy raczej „występuje w filmie” niż „gra” choć trafia się dwóch rekinów filmowych do jakich należy zaliczyć Machulskiego i Nowickiego. Nie przez przypadek zresztą gdyż „Nie ma takiego numeru” jawne inspiracje czerpie w „Wielkim Szu”, wspomnianym wcześniej „Vabanku” ale w głównej mierze amerykańskim „Ocean’s Eleven”. I jeśli ktoś by mi powiedział w ciemno, że rodacy porwą się na takie porównanie to z politowaniem puknął bym się w czoło. Czego teraz zrobić nie mogę, gdyż film obejrzałem z nie ukrywaną ciekawością.
Jeśli nie wiadomo o co chodzi to zapewne o pieniądze. Duże ilości zielonych stuzłotówek trzymane w kasynie należącym do podejrzanego typka padnie łupem grupy młodych wilków, ambitnych i zadziornych. Aby zgarnąć nagrodę wpierw należy dotrzeć do skarbca pilnie strzeżonego przez zastępy ochroniarzy i czujników. W tym czasie dla odwrócenia uwagi jeden z zespołu zajmie grą w pokera naszą grubą rybę. A jeśli gra przy zielonym stoliku to któż inny jak nie Wielki Szu w roli specjalisty? Jeśli sejf to czyje ucho od śledzia jest czujniejsze niż kasiarza Kwinto? Pośrednie lub czasem bezpośrednie nawiązania do filmowych klisz mogą bawić, intrygować lub nużyć – w zależności na ile oryginalnie wypadają.
Przyznam szczerze, że brakuje filmowi nieco luzu, jakby na siłę starał się pozować na swój amerykański pierwowzór. Z aktorów na uwagę zasługuje Bogusław Semotiuk przejmujący zresztą na ekranie szulerską schedę po Nowickim. Reszta nieopatrzonych twarzy nawet wychodzi filmowi na dobre bo czegóż wymagać od debiutantów. Wszystko rozgrywa się na krótkich planach, ale można wybaczyć twórcom takie rozwiązanie ze względów finansowych. To nic, że dialogi bywają drętwe, skąpe lub wymęczone na siłę. Wszystko rekompensuje przemyślany montaż, zdjęcia i sprawność w kreowaniu akcji co w polskim kinie nie często się zdarza. No i ta muzyka Sławomira Kurkiewicza umiejętnie uzupełnia ekranowe wydarzenia. Mam wrażenie, iż przy większym budżecie i kampanii reklamowej wyrósłby z tego przebój sezonu.
|