| Obsada: |
Jennifer Grey, Patrick Swayze, Jerry Orbach, Cynthia Rhodes, Jack Weston
|
Co takiego jest w tym filmie, że zakochałem się w nim od pierwszego wejrzenia? I jak to bywa z pierwszą miłością – pozostaje na zawsze w pamięci i z sentymentem się do niej powraca. Może to za sprawą klimatu tamtych lat, epoki która odeszła w niepamięć. Zawsze z nostalgią myślę jakby to było żyć w czasach Elvisa Presleya i Beatlesów, momentach rewolucji obyczajowej i cukierkowego świata znanego z „Miasteczka Pleasantville”, szaleć po szosach nieśmiertelnym Fordem Mustangiem (choć tego jeszcze nie było gdy dzieje się akcja filmu, pierwszy egzemplarz pojawił się rok później czyli w 1964 roku). Nie ulega wątpliwości, że na ekranie wyczuwalna jest atmosfera końca, nadciąga nowe ale nie do końca wiadomo czy młodość dochodząca do głosu będzie w stanie unieść brzemię odpowiedzialności.
Przenieśmy się zatem do sympatycznego kurortu wypoczynkowego Catskill Mountains, który niejaka Baby odwiedza wraz z całą rodziną. Na miejscu poznaje przystojnego tancerza Johnny’ego a ten wprowadza ją w tajemnice zakazanego tańca (stąd tytuł filmu niejako sugerujący obyczajowe tabu – w Polsce swego czasu przetłumaczony na „Wirujący Seks” – do dziś to sztandarowy przykład beznadziejności naszych niektórych tłumaczeń). Pomiędzy tą parą zaczyna rodzić się uczucie jak na tamte czasy pachnące nieco mezaliansem. A ponieważ Baby w swej dobroduszności zgłasza chęć pomocy przyjaciółce Johnny’ego, która z powodu niechcianej ciąży nie może brać udziału w pokazach tanecznych – nasza bohaterka przechodzi metamorfozę kulturalną i wizualną z brzydkiego kaczątka w łabędzia.
Co z pozoru wygląda na wakacyjne love story jest przepięknym filmem, który żyje przede wszystkim dzięki fenomenalnej muzyce. Piosenka "The Time of My Life" zdobyła nawet Oscara, ale cała ścieżka dźwiękowa wprawia w nastrój do tańczenia. Duet aktorski Patrick Swayze – Jennifer Grey zapada w pamięć na dłużej, zwłaszcza że te role były dla obojga niemal najlepszymi w karierze (nominacje do Złotych Globów). On nieco pokroju buntownika na miarę Jamesa Deana, ale zna swoje miejsce w szeregu choć jak pokaże czas wcale nie musi się z tym godzić. Ona trzymana pod kloszem rodziców odkrywa świat, wyrabia sobie własne zdanie niekoniecznie zgodne z powszechną opinią. Jeśli dodamy do tego kilka pobocznych wątków łamiących ówczesne konwenanse to wszystko nabiera żywszych barw. Sam film ma miano kultowego, osobiście uważam go za jeden z najlepszych muzycznych obrazów jakie widziałem. A słowa wypowiadane w finale przez Johnny’ego - "Nobody puts Baby in the corner" zostały uznane za jedną ze stu najpopularniejszych filmowych kwestii wszechczasów. Naprawdę warto porwać się w ten taniec zmysłów.
|