| Obsada: |
Kevin Bacon, Kyra Sedgwick, Benjamin Bratt, Mos Def
|
Z dala od wielkich wytwórni filmowych powstają dzieła przejmujące, czasem wielkie, ale nie zawsze docenione. To nie teza lecz fakt, który w tym wypadku ma swoje potwierdzenie. Poruszając temat pedofilii już na początku wchodzimy na głęboką wodę. Jak opowiedzieć o problemie by nie popaść z jednej strony w pompatyczność i schemat, z drugiej w skrajny samosąd nie mający wiele wspólnego z rzeczywistością. Bo choroba ta jest złem - co do tego nie ma wątpliwości. Ale czy każdy po odbyciu kary (w tym wypadku 12-letniej odsiadce w więzieniu) pozostaje tym samym, kim był przed wyrokiem? Jak pokazuje reżyser utarł się schemat, że tak jest choć nasz bohater jest właśnie przykładem rybki płynącej pod prąd. To zmusza do refleksji, wejrzenia w psychikę pedofila, jego wewnętrzne zmagania z pokusami otaczającego świata (patrz: małymi dziewczynkami), wojna dobra ze złem na przykładzie jednostki.
Kevin Bacon wypadł rewelacyjnie. Scena na ławce w parku jest kwintesencją jego zmagań ze swoją mroczną przeszłością oraz naturą. Z początku chętny do skosztowania zakazanego owocu wsłuchuje się w historię jedenastoleniej Robin, doznaje przykrego deja vu jakby słyszał jedną ze swoich ofiar. Coś wewnątrz pęka, dochodzą do "władzy" instynkty współczucia, zrozumienia. Dociera do niego wielkość krzywdy jaką wyrządzał swoim ofiarom. Pozwala jej odejść. Właśnie odezwało się w Walterze "coś dobrego", co dostrzegła w nim wcześniej Vicki (Sedgwick), zarodek nowej rośliny którą podarowała mu w prezencie. Jeśli będziesz ją podlewał i wykażesz odrobinę zainteresowania to dasz jej nadzieję. Sięgając do wewnętrznych pokładów dobroci Walter ma szansę na nowe życie, normalne życie jakim dla niego jest nie dostrzeganie w małych dziewczynkach pokusy.
Katharsis następuje w kulminacyjnej scenie filmu. Pod samym "przybytkiem pokusy" - jakby można w oczach Waltera nazwać szkołę naprzeciw jego mieszkania - wyrzuca z siebie tłumione emocje, odreagowuje męczącą psychikę walkę pokusy ze zdrowym rozsądkiem, intensywność uderzeń jest emocjonalną odpowiedzią na doznane wcześniej upokorzenia. Pokazuje, że nie jest taki jak myślą prawie wszyscy dookoła, jak policjant który wyraźnie czeka na jego potknięcie, jak koleżanka z pracy rozgłaszająca informacje o jego haniebnej przeszłości wśród pracowników. Ten film uczy tolerancji i zmiany podejścia do oprawców, gdyż inaczej sami stajemy się dla nich nieświadomymi oprawcami.
Niefortunnie przetłumaczono tytuł filmu (to już niemal norma u polskich dystrybutorów), który w oryginale ma dwojakie znaczenie. "Woodsman" to raczej gajowy, w tym wypadku z bajki o Czerwonym Kapturku, który biegnie z pomocą nieletniej i bezbronnej dziewczynce. Znajome i bliskie tematowi filmu, nieprawdaż? Walter pracuje również w firmie zajmującej się obróbką drzewa, jest więc swego rodzaju "człowiekiem od drewna". Co ma to wszystko wspólnego ze "złym dotykiem"? Chyba tłumacz naoglądał się za dużo ogólnopolskiej kampanii przeciw pedofilii stąd zły dotyk, który w domyśle boli całe życie.
|