| Obsada: |
Ben Affleck, Gwyneth Paltrow, Jennifer Grey
|
To że przypadek rządzi ludzkim losem wiadomo nie od dziś. Przykład: trójka obcych sobie ludzi poznaje się na lotnisku. Jedno chciałoby jak najszybciej wrócić do rodziny, jednak lot jest w późniejszym terminie. Drugi mężczyzna oczarowany poznaną nieznajomą kobietą oddaje tamtemu swój bilet a sam udaje się na spędzenie nocy z towarzyszką z lotniska. Kiedy budzą się rano w telewizji podają komunikat o katastrofie samolotu - tak właśnie tego którym miał lecieć. To że niektórzy mają wyrzuty sumienia będąc świadkami tragedii, której w ich rozumieniu mogli zapobiec - też nie jest nowe. Spójrzmy na przykład: Buddy (Affleck) uniknąwszy śmierci postanawia odnaleźć żonę człowieka (Paltrow), któremu oddał bilet do trumny. Tyle że po spotkaniu z nią nie za bardzo wie co dalej - zobaczyć jak się układa samotnej kobiecie czy może zaopiekować się nią? Te rozterki trwają zdecydowanie za długo będąc powodem niepotrzebnych dłużyzn.
To że każdy choćby najmniej ciekawy temat można podać na dwa sposoby - dobrze i źle - tłumaczyć nie trzeba bo to banał. Warto natomiast wspomnieć, iż "Gra o miłość" to marne wykończenie takiego sobie pomysłu. Niby melodramat, ale z przebiegu akcji nie za bardzo wiadomo w którym kierunku zmierzamy. I tak się to ciągnie bezproduktywnie popychając dwoje obcych (albo i nie) sobie ludzi ku sobie. Może gdyby obsadzono innych aktorów całość łatwiej przeszła by przez gardło. Tymczasem Affleck jest nie najlepszym kandydatem na rolę dramatyczną, nie tym razem. Paltrow wypada i wygląda blado, całość zaś do zapomnienia po zakończeniu emisji. To jeden z tysiąca filmów, które nic nowego nie mówią i co więcej nawet nie wzruszają - co to za melodramat?
|