 |
Tytuł: |
L'Empire des loups (The empire of the wolves)
|
|
Utrzymane w konwencji i klimacie "Purpurowych rzek" z tym samym odtwórcą roli głównej Jeanem Reno "imperium wilków" nie spełnia jednak pokładanych w nim nadziei. Gęsta atmosfera filmu podkreślana przez "duszne" zdjęcia Michaela Abramowicza gubi się we mgle i oparach Paryża i Istambułu. Nakręcony na podstawie książki Jeana-Christophe Grange, autora scenariuszy do wspomnianych już dwóch części "Purpurowych rzek" oraz "Vidoqa" zaciąga nas w zakątki tureckiej dzielnicy Paryża, podsuwa co krok rzekome mistyczne zdarzenia, miesza dwa wątki - śledztwa i dziewczyny z podwójną osobowością - które jak można oczekiwać w końcu się zejdą. Ale Reno już nie jest zasłużonym policjantem tropiącym kolejne obrzydliwe morderstwa (choć faktycznie za takiego jest przedstawiony na ekranie). To swoisty Sherlock Holmes, który bez odrobiny wysiłku zna odpowiedzi na wszystkie pytania. Rozwiązuje zawiłe wątki śledztwa niczym magik wyciągający na poczekaniu królika z kapelusza. Poza tym jego postać jest mało przekonująca. Chyba już dość zagrał podobnych typów, abym teraz uwierzył w świeżość pomysłu i postaci. Tytułowe "Imperium wilków" też szumnie pobrzmiewa zachęcając widzów do kin, jednak kiedy zostajemy sprowadzeni na ziemię, wszelki czar o nadprzyrodzonych zdolnościach, sekretnych tajemnicach pryska. Kto widział "Purpurowe rzeki" może sobie darować wilki w owczej skórze.
|