| Obsada: |
Camilla Belle, Tommy Flanagan, Katie Cassidy, Clark Gregg
|
Kiedy ostatnio oglądałem dobry horror - ta myśl przyszła mi do głowy po obejrzeniu filmu, niestety nie pomógł mi on w przypomnieniu tego faktu. Zaczyna się banalnie, młoda Jill jako opiekunka do dzieci jedzie do położonego na pustkowiu domu bogatych państwa Mandrakis. Kilka godzin niezbyt męczącej pracy (dzieciaki spokojnie śpią) wydaje się łatwym sposobem zarobku. Ale.. przecież właśnie w tym momencie zawsze pojawia się przeszkoda! I oto mamy psychola - dzwoni do nastolatki by swym sapiącym głosem oznajmić, że zamierza ją zjeść. Nie no żartuję, do Hannibala mu daleko, ambicje sięgają co najwyżej widoku krwi. A więc schemat jest prosty: on dzwoni i straszy że jest coraz bliżej, ona odbiera i modli się żeby był jak najdalej.
Ucieszyłem się w połowie seansu z jednego tylko powodu: nareszcie obiektem "strachu" jest najzwyklejszy człowiek z krwi i kości - nie żadne laleczki Chucky, duchy dziewczynek z telewizora (albo studni - na jedno wychodzi), potworki z rodziny obcych itd. Szkoda tylko, że najzwyklejszy pomysł na horror został tak zmarnowany. Podpisał się pod tym Simon West, sprawca porażki samej Larry Croft - i już wszystko wiadomo. Najpiękniejsze są tu dwa zjawiska: wymyślne egzotyczne pomieszczenie (pokój botaniczny?) z rybkami, ptaszkami i resztą przyjaciół z zoo. Druga to aktorka Camilla Belle - a jej brwi są po prostu nieziemsko "belle" tj. piękne. Jak czytam, że dwa miesiące zajęła jej nauka "jak biegać" to się zastanawiam tylko czemu tak długo. Powszechnie wiadomo, że każdy morderca (patrz "Krzyk", "Halloween", "Koszmar z ulicy Wiązów") zawsze biegnie trzy razy wolniej od swojej ofiary, obowiązkowo się potyka o własne nogi i jest strasznie niezdarny. Uwaga zagadka telefoniczna: czy głos w słuchawce należy do oglądanego później właściciela? Nie, w telefonie udziela się Lance Henriksen natomiast za piękną panną Belle podskakuje szkocki aktor Tommy Flanagan - pierwszy lepiej brzmi, ale prezencję lepszą ma ten drugi.
|