| Obsada: |
Rowan Atkinson, Ben Miller, Natalie Imbruglia, John Malkovich
|
Jaś Fasola - brzmi śmiesznie, James Bond - tajemniczo, Johnny English - brytyjsko. Choć pomysł aby etatowego fajtłapę włożyć w smoking brytyjskiego szpiega wydaje się niegłupi, to jego wykonanie jest nieudane. Co razi od początku to przewidywalność komicznych sytuacji oraz średnia oryginalność takowych. Uszyty na miarę scenariusz (napisany m. in. przez scenarzystów dwóch poprzednich Bondów) zakłada istny zamach na monarchię - do czego to doszło aby wstrętny żabojad (Malkovich) sięgał po brytyjską koronę? Na (nie)szczęście w odwodzie pozostał agent Fasola, o przepraszam, English - jako jedyny ocalały pracownik MI-7 (pozostali zginęli podczas pogrzebu jednego z nich). Mając u boku urodziwą piosenkarkę Natalie Imbruglia niejeden by zwariował podczas akcji. Ale nie English, hamuje swój popęd a wszelkie wpadki są przejawem gapowatości.
Oklepane dowcipy denerwują bardziej gdy wiemy jak to się zakończy, a scenarzysta przewidział na skecz jeszcze 5 minut. Przykład? Zaraz po kradzieży English prowadzi długi wywód o metodach tropienia złodziei, podczas gdy wiadomo już dawno że za chwilę wpadnie do dziury znajdującej się za nim. To trochę irytuje. Jaki jest Atkinson w roli agenta? Zwyczajny, nad wyraz poważny, widać że uwiera go ten kostium. Z chęcią przebrałby się w beżową marynarkę i powygłupiał udając Fasolę. W porównaniu z "bratem po fachu", prześmiewcą Austinem Powersem wypada cieniutko, najwyraźniej brak mu "mojo". Nie ma to jak stary sprawdzony Mini Moris, a tu każą człowiekowi paradować Aston Martinem.
|